9 kwietnia 2011

Paris

Sobotni poranek przywitał mnie błogo. Zapach kawy unoszący się w całym pokoju, promienie słońca muskające  kosmyki włosów. Przymknięte jeszcze powieki. Delikatny powiew ciepłego wiosennego wiatru na nagim ramieniu.
Kawa... czarna, rozpuszczalna. Jedna grzanka. Szybki prysznic. 
Dużo nauki dzisiaj. Bardzo dużo.
To mi nie przeszkadza. Patrząc wysoko w niebo, rozpuszczam się jak gorąca czekolada, myśląc nad jutrem, nad majem, czerwcem, lipcem.... 

Kolejna książka tym razem "Kuchnia chińska" trafiła w moje zwinne rączki. Nie oddam nikomu! 

Tej nocy miałam piękny sen...
"Spacerowałam w długiej, zwiewnej, białej sukni wąskimi uliczkami. Natrafiłam na schody. Schody ciągnęły się wysoko, wysoko. Ciekawska czym kończą się owe postanowiłam udać się na szczyt. Usłyszałam dźwięk porannych dzwonów kościelnych. Poranek. Spacerowałam całą noc. Dotarłam na samą górę. Widok urzekł, zatrzymał się oddech w mojej piersi, serce przyspieszyło, uśmiechnęłam się, czując pierwszą kroplę krwi na policzku.
Paryż. 
Usiadłam na dachu i podziwiałam." 

Że też musiałam się obudzić. :)

Nadal czekam... Czekam na "Mechanizm serca".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz