Wysiadła z samolotu ubrana w beżowy płaszcz, biały szal i
czarne kozaki. Wczesnojesienne powietrze w Polsce przyprawiło Ją o drżenie
ciała. Długie czarne włosy opadające na ciało kontrastowały z czerwoną szminką
na Jej białej skórze spod której wyłaniał się słodki uśmiech. Powróciła.
Czekał z bukietem słoneczników i dwoma kubkami kawy
spoglądając przez okno jak przechodzi na odprawę.
- Witaj nieznajoma – uśmiechnął się, nie dowierzając, że to
ona.
- Witaj, cieszę się,
że przyjechałeś – spojrzała na Niego z tęsknotą w oczach.
- Może pozwolisz zaprosić się na ciastko? Chyba jesteś
zmęczona po podróży – zapytał chwytając Jej bagaż i powoli idąc w stronę
wyjścia. Już nie mogła odmówić.
- Pewnie.
Mogłoby się wydawać, że nic się nie zmieniło, Jego błękitne
oczy nadal świeciły gdy patrzył na Nią, usta nadal kusiły by je całować i te
krótkie włoski lekko kręcące się na końcówkach. Wsiedli do samochodu ciągle
rozmawiając, po drodze śmiali się jak dzieci wspominając wszystkie historie
jakie przydarzyły im się w życiu.
- Jak Twoja narzeczona? – zapytała nie wiedząc czy to
odpowiednia pora.
- Jestem wolnym człowiekiem, zaraz po Twoim wyjeździe
rozstaliśmy się. Ty jesteś Tą właściwą osobą – nie ona.
- To… miłe – delikatnie uśmiechnęła się nie wiedząc co odpowiedzieć.
Zajechali do małej restauracji , zamówił dwa kawałki ich
ulubionego ciasta – karpatki - i usiedli
przy samym oknie w celu porozmawiania.
- Jak było w Paryżu? – zapytał opierając dłonie o podbródek,
oczekując na ciekawą historię.
- Wiesz.. Miałam bardzo dużo pracy, wymagano ode mnie o
wiele więcej niż w firmie we Wrocławiu. Kawa miała inny smak, ludzie byli
bardzo otwarci, ale nie potrafiłam znaleźć z nimi wspólnego języka, no i te ich
chrupiące kumkające potrawy.. Bleh – zaśmiała się dostrzegając, że On również
dobrze się bawi w Jej towarzystwie.
Zjedli w spokoju ciasto i wyszli. Nie wiedząc czemu instynkt Jej
podpowiedział, że może posunąć się o krok do przodu. Splotła jego palce ze
swoimi w drodze do auta i zaproponowała by podjechali do Niej. Jadąc do
mieszkania trzymał swoją dłoń na Jej udzie i uśmiechał się niegrzecznie, tak
jak lubiła najbardziej. Od momentu przeprowadzki nie był u Niej, więc
pokierowała Go. Już nie mieszkała w wielkim bloku. Teraz to była mniejsza
kamieniczka na uboczu miasta, obok znajdował się mały park ze złotymi liśćmi na
drzewach. Mieszkanie było małe ale bardzo schludne. Dominowała biel mebli i
drewno na podłogach. W Jej pokoju
pachniało jak zawsze świecami zapachowymi.
Podeszła do nocnej szafeczki by schować najmniej potrzebne
rzeczy. Zapomniała, że tam był… Jej pierścionek
zaręczynowy. Położyła go na brzegu i wyszła do kuchni by naszykować śniadanie.
Sztywno uśmiechając się podeszła do Niego i wyszeptała…
- Stęskniłam się za Tobą. A Ty? – zapytała z zaciekawieniem
- Nie odpowiem, to jest tajemnica. Może za jakiś czas się
dowiesz – odpowiedział surowo by po chwili ukazać białe ząbki w uśmiechu.
Szalała za Nim jak za nikim innym a zaledwie godziny po tak
długiej nieobecności uświadomiły Ją, że to z Nim chce być. Wyciągnął Ją szybko
z przemyśleń chwytając Jej dłoń i wpychając Ją na Jego kolana. Położył dłoń na
szyi delikatnie, palcem u drugiej ręki wędrował po Jej pełnych ustach. Nie powstrzymał się i pocałował Ją. Bardzo
namiętnie, lekko przygryzając wargę. Dłonią zaczął gładzić Jej długie włosy a
drugą przesunął na szyję delikatnie ją muskając. Czas jakby zatrzymał się, świat przestał się
na chwilę kręcić a chwila zdawała się trwać wiecznie. Odsunął powoli twarz od
Jej i popatrzył w Jej świecące pełne pożądania oczy, wargi wilgotne, lekko
rozchylone zaczerwienione od resztki szminki. Wziął Ją na ręce i zaniósł do
sypialni. Położył Ją na łóżku, odchylił włosy z szyi i zaczął delikatnie muskać
skórę aż po ramiona i linię piersi, dłonią błądząc po brzuszku i biodrach.
Wiedział dobrze co Ją podnieca i doprowadza do szaleństwa. Oderwała swoje usta
od Jego, wskoczyła na Niego podciągając do pośladków czarną sukienkę. Przesunął dłonie na Jej plecki i potem pupę
delikatnie drażnią pazurkami.
Kochali się kilka razy dopóki bez sił nie opadli na łóżko.
Leżeli wtuleni w siebie. Ona wtulona w Jego szyję, On z oparta głową na Jej
włosach delikatnie dotykał Jej skóry na plecach. Od tych drobnych pieszczot
przyjemne dreszcze przepływały przez Jej ciało.
- Tego mi bardzo brakowało.
- Mnie też A. Mnie też…
- Dzieli Nas tak wiele.. Ale może spróbujemy?
- Wiesz, że jestem na delegacji i raczej ciężko będzie.
- Wiem dobrze o tym, ale może za tydzień byśmy mogli się spotkać?
– zapytała spodziewając się odmowy.
- Pewnie! -
odpowiedział całując Jej twarz.
Na cisnęło się Jej tak wiele słów – jednak wiedziała, że za
wcześnie na cokolwiek. Musi poczekać. Poczeka, tak długo jak trzeba będzie.
Albo On albo nikt inny.
Wstali, ubrali się i z uśmiechem na twarzy zjedli spóźnione
śniadanie. Odprowadziła Go do samochodu, przytuliła się. Delikatnie uniósł Jej
podbródek i zaczął subtelnie całować, dobrze, że trzymał Ją w pasie gdyż
poczuła, że stopami dotyka nieba. Pocałunek trwał dłuższą chwilę, szkoda, że
nie wieczność.
- Do następnego Nieznajoma!
- Do następnego… - spojrzała w dół i obróciła na palcu
pierścionek z małym brylancikiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz