Skrzypce i fortepian... Cudowne połączenie. Czasami brakuje jej papierosów i starych nawyków głupiej nastolatki. A przecież nie powinna tak myśleć. Obiecała, że z tym skończy. Niepoukładane myśli w jej głowie wirowały jak małe dzieci na karuzeli podczas wizyty wesołego miasteczka. Ze skrajności w skrajność.
Wyłączyła laptopa, ściszyła melancholijną muzykę, chwyciła w dłoń koc, podeszła do okna. Z szafeczki wyciągnęła papierosa, odpaliła kolejne waniliowe kadzidełko i zaciągnęła się. Papierosem. Pierwszy raz od bardzo dawna. Zdjęła z palca pierścionek który nosiła od ich ostatniego spotkania. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie pozwoli sobie na takie targanie swoim życiem. Od tego będzie sama o nim decydowała. Uwolniła się z więzów dawnych, złudnych nadziei. Skończyła palić papierosa, uchyliła okno, przebrała się szybko w coś ciepłego i chwyciła kluczyki od auta. Pomimo nieprzyjemnej aury za oknem ludzie spacerowali ulicami - przytłoczeni, tak samo jak ona. Nie wiele myśląc dodała gazu i wyjechała poza miasto nie zostawiając nikomu informacji dokąd się udaje.
Telefon zawibrował w kieszeni kurtki. "Love me to the end..." - nieznany numer przysłał jej wiadomość. Zapewne pomyłka - pomyślała. Nie odpisała, odłożyła telefon i przyśpieszyła, jadąc pomiędzy wysokimi drzewami, rosnącymi wzdłuż wąskiej, górskiej drogi.
Kolejne drżenie telefonu... Kolejna wiadomość od nieznanego numeru "W obcym języku ich ciężar zdaję się mniejszy, prawda? Nagle zapragnąłem kochać się z Tobą do utraty tchu".
Zatrzymała samochód na poboczu, czytając po raz kolejny tą samą wiadomość.
Muszę wrócić do mieszkania - pomyślała, po czym z piskiem opon ruszyła przed siebie. Kiedy zajechała do miasta zapragnęła napić się czegoś mocniejszego, chcąc odreagować dzień. W pobliskim sklepie zakupiła butelkę dobrego whisky oraz gotowe kostki lodu. Chwilę później zaparkowała samochód, wypakowała w biegu zakupy i weszła do mieszkania. Zrzuciła przy drzwiach obcasy ze stóp, zsunęła z ramion brązowy płaszcz, który utworzył kałużę na podłodze. Usiadła w kuchni, spoglądając na panoramę miasta z 7 piętra jej mieszkania. Otworzyła whisky, włączyła laptopa. Podeszła do płaszcza, który zostawiła w korytarzu. Wyjęła z kieszonki telefon obawiając się, że czeka na nią kolejna wiadomość. Na szczęście skrzynka pocztowa nie pokazała informacji o nowych smsach.
Otworzyła w laptopie folder w którym trzymała wszystkie numery telefonów jakie pisały do niej w ciągu kilku lat. Kontakt po kontakcie przeglądała numery, chcąc dowiedzieć się czy numer przypadkiem nie należy do jakiegoś znajomego. Będąc w połowie listy, dostrzega, że numer z którego do niej pisano należy do jej przyjaciela, z którym od bardzo dawna nie miała kontaktu. Minęło kilka lat od kiedy się poznali, ale nigdy nie osobiście. Odkopała stare e-maile z nadzieją, że znajdzie jakieś informacje dotyczące obecnego miejsca zamieszkania. Będąc w połowie butelki zasnęła przy laptopie nie odnajdując nic.
Nad ranem obudziła się z ogromnym kacem, wskoczyła szybko pod prysznic, puszczając zimną wodę na rozgrzane od ubrań ciało. Wyskoczyła spod prysznica, jeszcze raz spojrzała na laptopa. Zaparzyła kawę, patrząc tępo w pochmurne niebo nad miastem. Usiadła do komputera i od razu jej oczom ukazała się nazwa miasta - Katowice. Zadzwoniła do pracy, poprosiła o wolne na żądanie. Odkopała wszystkie możliwe listy jakie tylko miała w mieszkaniu. Zarezerwowała pokój w hotelu, na wypadek gdyby nie udało się wrócić na czas. Wrzuciła na siebie obcisłe jeansy i jasną koszulę w kratę, wysokie obcasy. Wilgotne jeszcze włosy związała w wysokiego kuca, usta posmarowała balsamem. Do torby spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, łącznie z laptoptem i wybiegła z mieszkania.
Droga do Katowic ciągnęła się w nieskończoność. Obraz śląskich budynków skropionych szarością dnia wzbudzał raczej smutek niżeli chęć zwiedzania i pozostania na dłużej. Po kilku godzinach drogi zatrzymała się na stacji paliw przeglądając po kolei wszystkie listy jakie otrzymała od dawnego przyjaciela. Znalazła adres na jednej z kopert. Nie znała miasta, więc nie wiedziała jak się dostać do celu. Zadzwoniła do Niego, odebrał od razu jakby czekając na jej telefon.
"Adres aktualny?" - zapytała odważnie, zaskoczona tonem własnego głosu.
"Od kilku lat niezmienny, mała" - odpowiedział cicho ale bardzo spokojnie.
"W porządku. Zatem do zobaczenia" - odłożyła słuchawkę, ustawiła GPS na docelowy adres. W ciągu 10 minut dojechała na miejsce jakby znała Katowice. Podeszła do starej kamieniczki, zdobionej brudnymi, miedzianymi śladami po ulewach. Zadzwoniła do domofonu, drzwi od razu się otworzyły, a głos w ścianie poprosił by weszła na pierwsze piętro. Odważnie stąpając stanęła przed drzwiami. Z numerem 4. Zapukała cicho. Otworzył jej drzwi wysoki brunet o silnie zarysowanej żuchwie, pokrytej delikatnym, dwudniowym zarostem. Miał na sobie czarną koszulę, lekko starte jeansy i potargane włosy. Pachniał świeżo zaparzona kawą i papierosem mentolowym.
"Zapraszam, właśnie zaparzyłem kawę Nikoletto" - odpowiedział ciepło i pomógł zdjąć płaszcz z jej ramion.
"Znamy się prawie 3 lata, a ja Ciebie pierwszy raz widzę, cóż za spotkanie. Dziękuję za kawę już piłam" - wyszeptała i poszła za aromatem do kuchni.
"Już jakiś czas temu obiecałem sobie, iż nie będę taić myśli dotyczących innych osób. Obecnie pragnę Twojego ciała jak roślina promieni słonecznych" - wymruczał przy jej uchu, skupiając swoje piwne oczy w jej splecionych dłoniach.
"Jak zawsze poetycko Panie Ł. Ale nie." - odpowiedziała stanowczo, lekko cofając się do drzwi wyjściowych.
"Ależ dokąd to? Obawiasz się mnie? " - zapytał cicho podchodząc coraz bliżej i dotykając ustami jej warg.
"Skąd. Po prostu nie wiem co zamierzasz. Tak naprawdę to wcale Cię nie znam" - odpowiedziała cicho, ledwo słyszalnym szeptem.
"Moja mała A. To prawda nie znasz mnie. Ale tak wiele razy mi ulegałaś więc i teraz to zrobisz, prawda? Usiądź, zaparzyłem Ci kawę" - spojrzał na nią i pokierował wzrokiem na stolik w kuchni, na którym stały dwie filiżanki.
"Wiesz.. Albo będziesz moja albo niczyja. Ale to chyba oczywiste" - wymruczał upijając łyk.
"Nie będę Twoja. Nigdy. Pragniesz wyłącznie mojego ciała. Na niczym innym Ci nie zależy. Jesteśmy przyjaciółmi a nie kochankami!" - uniosła spojrzenie znad filiżanki, przecierając oczy ze zmęczenia.
"Tyle mężczyzn Cię skrzywdziło w Twoim krótkim życiu, ja zawsze będę przy Tobie, nigdy Cie nie skrzywdzę. Będę Cię kochał jak marynarz gwiazdy na niebie, jak ryba wodę, moja mała A." - wstał i pogłaskał ją po policzku, czując jak jej ciało staje się powoli wiotkie i poddaje się.
"Co się dzieje? Co mi zrobiłeś?" - wyszeptała, coraz wolniej oddychając opierając głowę na jego dłoni. Próba wstania zakończyła się upadkiem wprost w jego ramiona.
"Ćśśś maleńka, oddychaj spokojnie. Nikt Cie już nie skrzywdzi" - mówił do niej czując jak jej oddech powoli spowalnia podobnie jak jego. Oparł się razem z nią o ścianę w kuchni, czując na plecach zimne kafelki, jej spowalniające serce i swój coraz spokojniejszy oddech.
Jeszcze raz spojrzał na jej senny wyraz twarzy, pełne usta, błyszczące włosy i klatkę piersiową, z której uleciała resztka życia. Ucałował jej czoło, spojrzał na pusty flakonik po tabletkach i złapał po raz ostatni oddech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz