Stała w kuchni. W białej, męskiej koszuli. Bosa. Na ciemnej, dębowej podłodze. Rude fale
spływały na jej smukłe ramiona. Poranne, sobotnie promienie słońca wbijały się
przez okno rzucając cień na kuchenne meble.
Parzyła kawę szelmowsko uśmiechając się do filiżanek kawy
jakby chciała zaczarować oba kubeczki. Usiadła przy stoliku, naprzeciwko
siebie stawiając drugą kawę. Wypiwszy w ciszy łyk po łyku gorący afrodyzjak,
zsunęła z ramion białą koszulę. Owa opadła na podłogę jak piórko. Naga
pospacerowała do łazienki gdzie wzięła prysznic.
Dziwna ruda fetyszystka, uwielbiająca chodzić w męskich
satynowych koszulach, paląca papierosy na parapecie swojego mieszkania. Jakże
idealna a przecież samotna. Nigdy nie miała mężczyzny. Musiałby się zdarzyć cud
by kiedykolwiek zdecydowała się chociażby na spotkanie z nieznajomym.
Przeszła przez sypialnię nie spoglądając na lustro i
energicznie wskoczyła pod prysznic. Oddała się chwili przyjemności pieszcząc
swoimi dłońmi porcelanową skórę i subtelne rude loki.
Ułożyła swoje nagie, wilgotne ciało na pościeli, rozmyślając
na kolejnym nudnym dniem swojego życia. Sekundę potem, jakby porażona, wstała, założyła
białą zwiewną sukienkę na cienkich ramiączkach, które idealnie eksponowały
zarówno ramiona jak i dekolt. Spięła niesfornie loki, spakowała do torby
potrzebne rzeczy i wyszła, wpinając pod drodze we włosy letni kwiat.
Dawno
nie wychodził z domu. Uwielbiam pracę zarówno w firmie jak i w domu przy kubku
kawy. Brunet, średniego wzrostu z cudnie czekoladowymi oczami ,subtelnym
uśmiechu i wyraźnie zaznaczonej żuchwie pokrytej kilkudniowym zarostem. Kochał
samotność. Jedynym przyjacielem był jego czarny kocur Filippe. Jak w każde
sobotnie południe wychodził do parku z gazetą. Przechodząc żwirowymi alejkami
czytając kolejne artykuły w pewnej chwili dostrzegł anioła. Upięte wysoko, rude
falowane włosy, biała sukienka, podkulone nóżki jakbym trzymane w powietrzu, w
drobnej dłoni ołówek a na kolanach kartki papieru. Lewe ramiączko zsunięte z
ramienia przyciągało spojrzenie. Podszedł do ławki po czym w ciszy usiadł nie
chcąc przerywać pracy.
„Nie zauważyła mnie” – pomyślał.
Speszony swoja chwilową odwagą postanowił wstać i odejść.
Lecz w chwili gdy noga stawiała pierwszy krok ku żwirowej alejce usłyszał anielski
głos
„Proszę zostać…” – przemówiła, podnosząc lazurowe spojrzenie
znad szkicu.
„Proszę zostać” – powtórzyła po czym odłożyła szkicownik
oraz ołówek na ławkę a włosy rozpuściła, pozwalając im opaść na ramiona,
pokryte drobnymi piegami.
„Nie chciałem przeszkadzać Pani w pracy, po prostu. Sam nie
wiem. Przepraszam” – speszony odsunął się kilka kroków do tyłu nie mogąc wyczytać
uczuć dziewczyny.
„Żadna tam ze mnie Pani. Raczej aspołeczna dziewczyna ,
która chodzi z głową między chmurami i pija samotnie kawy i delektuje się tytoniem.
I nie przepraszaj, nie masz za co” – odpowiedziała prawie szeptem z uśmiechem
na ustach.
„Dobrze. Jestem Mark, a Ty jak masz na imię?” – zapytał
siadając na brzegu ławki, nieśmiało
uśmiechając się w Jej stronę zagłębiając się w lazurze oczu. ‘
„Madeleine. Bardzo miło Cię poznać. Jakoś nigdy wcześniej nie
widziałam Cię tutaj” – podsumowała..
„Bywam tutaj w każdą sobotę. Uwielbiam na świeżym powietrzu
poczytać książkę lub gazetę. Obcowanie z przyrodą to cześć mnie. Zabijam
samotność powiewem wiatru, dźwiękiem ptaków, zapachem kwiatów, uśmiechem rudych
aniołów w białych sukienkach” wypowiadał powoli każdą sylabę patrząc na Jej
rumieniące się policzki i oczy coraz bardziej błyszczące na tle ognistych fal
włosów.
„Jestem przeciwieństwem anioła. Nic o mnie nie wiesz. A
wygląd wcale nie jest wyznacznikiem subtelności i niewinności” – wypowiedziała
prawie do siebie po czym bez słowa wstała – „muszę iść, chcę popracować w
ciszy”.
Nim się obejrzał Jej już nie było, zniknęła między wysokimi
zaroślami i drzewami posadzonymi wzdłuż żwirowej alejki. Jedynce co zwróciło
Jego uwagę była karteczka tuż pod nogami z drobnym drukiem. Zostawiła
wiadomość. Podniósł kawałek papieru ze ścieżki, wsunął w tylną kieszeń spodni i
spokojnym krokiem wrócił do mieszkania z uśmiechem na twarzy, który już dawno
nie gościł na Jego twarzy.
Mieszkanie które wynajmował było sporej wielkości. Dwa
pokoje, kuchnia i łazienka. Całość bardzo subtelna i delikatna. Duża ilość
brązów, odcieni karmelu i bieli. Wszystko skomponowane ze srebrnymi dodatkami i
nowoczesną teksturą. W domu panował idealny porządek. Całość surowego stanu
łamała muzyka dobiegająca z końca sypialni w kolorach śliwki i czekolady.
Usiadł przy biurku, włączył laptopa i położył przy myszce karteczkę od
rudowłosej dziewczyny ponownie uśmiechając się do samego siebie i upijając łyk
zimnej kawy stojącej od rana w filiżance.
Weszła do domu w pośpiechu, ciężko oddychając. Od razu udała
się do sypialni, w której dominowało duże łóżko oraz komoda z ciemnego drewna. Ciepło
odcieni mebli jak i ścian sprawiało, że z chęcią chciało się przebywać w
pomieszczeniach. Zsunęła z ramion białą
sukienkę, wyjęła z włosów lekko przesuszony kwiatek i położyła się na łóżku,
rozciągając nago na całej długości. Intrygowało Ją spotkanie dnia dzisiejszego,
zastanawiała się jakim cudem ktoś podszedł do Niej. Ostatnią osobą, która to
zrobiła był Jej ojciec, żadnego innego mężczyzny nigdy nie dopuściła blisko do
siebie. Jak poparzona wstała z łóżka i odpaliła laptopa w miedzy czasie
wstawiła wodę na kawę a z lodówki wyciągnęła sorbet malinowy. Praca w gazecie pozwalała Jej na zdobywanie
informacji szybciej niż przeciętna osoba. Przejrzała wiele dokumentów,
sprawdziła wiele miejsc, obdzwoniła kilka osób. Wypytała o nieznanego z parku
jednak nie dowiedziała się niczego konkretnego na Jego temat.
„Najlepsze latte podają w same południe na pergoli” czytał
po raz setny krótką wiadomość uśmiechając się do siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz