10 kwietnia 2013

Medeleine. Part 1


Stała w kuchni. W białej, męskiej koszuli.  Bosa. Na ciemnej, dębowej podłodze. Rude fale spływały na jej smukłe ramiona. Poranne, sobotnie promienie słońca wbijały się przez okno rzucając cień na kuchenne meble.
Parzyła kawę szelmowsko uśmiechając się do filiżanek kawy jakby chciała zaczarować oba kubeczki. Usiadła przy stoliku, naprzeciwko siebie stawiając drugą kawę. Wypiwszy w ciszy łyk po łyku gorący afrodyzjak, zsunęła z ramion białą koszulę. Owa opadła na podłogę jak piórko. Naga pospacerowała do łazienki gdzie wzięła prysznic.
Dziwna ruda fetyszystka, uwielbiająca chodzić w męskich satynowych koszulach, paląca papierosy na parapecie swojego mieszkania. Jakże idealna a przecież samotna. Nigdy nie miała mężczyzny. Musiałby się zdarzyć cud by kiedykolwiek zdecydowała się chociażby na spotkanie z nieznajomym.
Przeszła przez sypialnię nie spoglądając na lustro i energicznie wskoczyła pod prysznic. Oddała się chwili przyjemności pieszcząc swoimi dłońmi porcelanową skórę i subtelne rude loki.
Ułożyła swoje nagie, wilgotne ciało na pościeli, rozmyślając na kolejnym nudnym dniem swojego życia. Sekundę potem, jakby porażona, wstała, założyła białą zwiewną sukienkę na cienkich ramiączkach, które idealnie eksponowały zarówno ramiona jak i dekolt. Spięła niesfornie loki, spakowała do torby potrzebne rzeczy i wyszła, wpinając pod drodze we włosy letni kwiat.
        Dawno nie wychodził z domu. Uwielbiam pracę zarówno w firmie jak i w domu przy kubku kawy. Brunet, średniego wzrostu z cudnie czekoladowymi oczami ,subtelnym uśmiechu i wyraźnie zaznaczonej żuchwie pokrytej kilkudniowym zarostem. Kochał samotność. Jedynym przyjacielem był jego czarny kocur Filippe. Jak w każde sobotnie południe wychodził do parku z gazetą. Przechodząc żwirowymi alejkami czytając kolejne artykuły w pewnej chwili dostrzegł anioła. Upięte wysoko, rude falowane włosy, biała sukienka, podkulone nóżki jakbym trzymane w powietrzu, w drobnej dłoni ołówek a na kolanach kartki papieru. Lewe ramiączko zsunięte z ramienia przyciągało spojrzenie. Podszedł do ławki po czym w ciszy usiadł nie chcąc przerywać pracy.

„Nie zauważyła mnie” – pomyślał.
Speszony swoja chwilową odwagą postanowił wstać i odejść. Lecz w chwili gdy noga stawiała pierwszy krok ku żwirowej alejce usłyszał anielski głos

„Proszę zostać…” – przemówiła, podnosząc lazurowe spojrzenie znad szkicu.

„Proszę zostać” – powtórzyła po czym odłożyła szkicownik oraz ołówek na ławkę a włosy rozpuściła, pozwalając im opaść na ramiona, pokryte drobnymi piegami.

„Nie chciałem przeszkadzać Pani w pracy, po prostu. Sam nie wiem. Przepraszam” – speszony odsunął się kilka kroków do tyłu nie mogąc wyczytać uczuć dziewczyny.

„Żadna tam ze mnie Pani. Raczej aspołeczna dziewczyna , która chodzi z głową między chmurami i pija samotnie kawy i delektuje się tytoniem. I nie przepraszaj, nie masz za co” – odpowiedziała prawie szeptem z uśmiechem na ustach.

„Dobrze. Jestem Mark, a Ty jak masz na imię?” – zapytał siadając na brzegu ławki,  nieśmiało uśmiechając się w Jej stronę zagłębiając się w lazurze oczu. ‘

„Madeleine. Bardzo miło Cię poznać. Jakoś nigdy wcześniej nie widziałam Cię tutaj” – podsumowała..

„Bywam tutaj w każdą sobotę. Uwielbiam na świeżym powietrzu poczytać książkę lub gazetę. Obcowanie z przyrodą to cześć mnie. Zabijam samotność powiewem wiatru, dźwiękiem ptaków, zapachem kwiatów, uśmiechem rudych aniołów w białych sukienkach” wypowiadał powoli każdą sylabę patrząc na Jej rumieniące się policzki i oczy coraz bardziej błyszczące na tle ognistych fal włosów.

„Jestem przeciwieństwem anioła. Nic o mnie nie wiesz. A wygląd wcale nie jest wyznacznikiem subtelności i niewinności” – wypowiedziała prawie do siebie po czym bez słowa wstała – „muszę iść, chcę popracować w ciszy”.

Nim się obejrzał Jej już nie było, zniknęła między wysokimi zaroślami i drzewami posadzonymi wzdłuż żwirowej alejki. Jedynce co zwróciło Jego uwagę była karteczka tuż pod nogami z drobnym drukiem. Zostawiła wiadomość. Podniósł kawałek papieru ze ścieżki, wsunął w tylną kieszeń spodni i spokojnym krokiem wrócił do mieszkania z uśmiechem na twarzy, który już dawno nie gościł na Jego twarzy.
Mieszkanie które wynajmował było sporej wielkości. Dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Całość bardzo subtelna i delikatna. Duża ilość brązów, odcieni karmelu i bieli. Wszystko skomponowane ze srebrnymi dodatkami i nowoczesną teksturą. W domu panował idealny porządek. Całość surowego stanu łamała muzyka dobiegająca z końca sypialni w kolorach śliwki i czekolady. Usiadł przy biurku, włączył laptopa i położył przy myszce karteczkę od rudowłosej dziewczyny ponownie uśmiechając się do samego siebie i upijając łyk zimnej kawy stojącej od rana w filiżance.
Weszła do domu w pośpiechu, ciężko oddychając. Od razu udała się do sypialni, w której dominowało duże łóżko oraz komoda z ciemnego drewna. Ciepło odcieni mebli jak i ścian sprawiało, że z chęcią chciało się przebywać w pomieszczeniach.  Zsunęła z ramion białą sukienkę, wyjęła z włosów lekko przesuszony kwiatek i położyła się na łóżku, rozciągając nago na całej długości. Intrygowało Ją spotkanie dnia dzisiejszego, zastanawiała się jakim cudem ktoś podszedł do Niej. Ostatnią osobą, która to zrobiła był Jej ojciec, żadnego innego mężczyzny nigdy nie dopuściła blisko do siebie. Jak poparzona wstała z łóżka i odpaliła laptopa w miedzy czasie wstawiła wodę na kawę a z lodówki wyciągnęła sorbet malinowy.  Praca w gazecie pozwalała Jej na zdobywanie informacji szybciej niż przeciętna osoba. Przejrzała wiele dokumentów, sprawdziła wiele miejsc, obdzwoniła kilka osób. Wypytała o nieznanego z parku jednak nie dowiedziała się niczego konkretnego na Jego temat.

„Najlepsze latte podają w same południe na pergoli” czytał po raz setny krótką wiadomość uśmiechając się do siebie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz