20 sierpnia 2013

Secret diary of a ...

Jak każdego dnia pisałam do Matta duże ilości wiadomości. Zbliżał się weekend, więc jak zwykle postanowiłam umówić się z nim na miłe spotkanie, jak to zakochani zazwyczaj robią. Nie zamierzałam robić sobotnich porządków ani też leczyć kaca więc nic nie stało na przeszkodzie by poudawać jak to jest być w związku. Nie lubiłam szykować wystawnych kolacji, nie kupowałam też wina. Nie lubił takich wytrawnych trunków. Interesowała go kawa z mlekiem i dobry seks.
Kolejny trudny poranek. Przez 10 minut przeklinałam wszystkie te bezsene noce, wszystkie te zbędne kieliszki, te papierosy na które nie miałam ochoty, na marihuanę która niczemu nie służyła. Podejmuję decyzję by już nigdy nie wychodzić, skończyć z piciem, paleniem, chodzeniem spać nad ranem. Będę jadać tylko sushi i świeże owoce. Zapaliłam papierosa po tym ruszyłam do łazienki mając nadal lekko zamknięte oczy. Po długim prysznicu, pod którym spędziłam chyba całą wieczność, wmasowałam w głowę odżywkę, na twarz nałozyłam maseczkę, paznokcie u rąk i  nóg pomalowałam na czerwono. Siedziałam jeszcze wilgotna z samym ręczniku kiedy telefon zaczął drażliwie wibrawać na czarnym stoliku.  "Dzisiaj o 21. Reduta. Wyglądaj jak człowiek"
Nie musiałam zapisywać numeru by wiedzieć od kogo otrzymałam wiadomość. Wstałam i weszłam do pokoju Max. Drobnego rudzielca na pozór niewinnego, z dużymi piersiami, kragła dupcią i świetnym stylem. Zawsze ceniłam sobie jej wygląd oraz podejście do życia. Odczytalam Max wiadomość po czym pobiegłam do swojego pokoju, otwierając szafę w celu odnalezienia potrzebnych rzeczy. Przerzucając rzeczy z jednego kąta w drugi, ze strony drzwi dobiegł dzwonek dudniący w uszach. To Jack. Mój przyjaciel od serca, od życia od wszystkiego. Usiadł rozbawiony przegladając stertę ciuchów, miliony rozrzuconych pończoch oraz stringów. Patrzył i opowiadał co się dzieje w jego nudnym jak flaki z olejem życiu. Nigdy tak naprawdę nie słuchałam co mówi, ale zawsze umiałam mu doradzić. Zawsze to samo, ale dla niego to było jak zbawienie. Słowa guru. Wybrałam odpowiedni stroj na wieczór, zaparzyłam Jackowi filiżankę czarnej kawy bez cukru i wyszłam do Max aby ta zrobiła mnie na bóstwo. Po zapewne długiej i nudnej godzinie wyszłam z pokoju całkowicie odmieniona. Jack stwierdził, że nie potrafię być niewinną dziewczyną. Tkwi we mnie wredna suka z ładnym uśmiechem obramowanym czerwoną szminką i błękitem oczu pokreślonym czarną kredką. Kwadrans przed wyjściem Jack zaoferował, że podwiezie mnie i Max na umówione miejsce. Jak wspomniałam, zawsze mogłam na niego liczyć.
Spóźnianie się jest w cenie, szczególnie kiedy sie wygląda tak dobrze, głowę trzyma się wysoko a ochroniarze pozwalają wejść tylnym wyjściem tak by dostać się na loże VIP. Zejście po schodach po pierwszego drinka było jak pierwszy pokaz na światowym wybiegu dla młodej modelki. Każdy odwracał wzrok w głebi prosząc by modelce potknęła się noga. Nie tym razem. Odważnym krokiem zeszłam do baru. Długie ciemne loki, delikatnie upięte z boku, ołówkowa czarna sukienka na koronkowych ramiączkach, kończąca się zaraz pod linią posladów, czarne kabaretkowe pończochy i szpilki. Podeszłam do stolika, miałam tak oczekiwać na Bena. Nie byłam do końca świadoma jak wygląda mężczyzna z którym zamierzałam spędzić resztę wieczoru, ale zaufałam swojej kobiecej intuicji. Bransolety jakie otrzymaliśmy na wstępie do klubu klasyfikowały nas jako osoby wolne, w związku, lub szukające przygody. Oczywiście, że wybrałam ostatnią bransoletę. Przysiadł się. Miał na sobie dobrze skrojony garnitur, zapach perfum Hugo Bossa wylewał się przez biała koszulkę. Ostatni guzik koszulki rozpięty, krawat w lekkim nieładzie. Nie uśmiechał sie, jedynie patrzył przenikliwie swoimi ciemno niebieskimi oczami na mnie. Sprawdzał mnie? Czekał na mój krok?
W końcu zamówił podwójne martini z zielonymi oliwkami i poprosił byśmy usiedli na kanapie. Spytał o moje zainteresowania i hobby. Był uroczy ale miał w sobie coś z dzikiego, nietresowanego tygrysa. Jego białe zęby błyszczały w ciemnym kącie lokalu. Kilka drinków później dostrzegłam Max, która bez zastanowienia wskoczyła na podest i zaczęła tańczyć przy rurze. Zostawiłam Bena przy stoliku i poszłam zabawić się ze słodką Max. Kiedy spotkałaśmy sie na podeście przywitała mnie słodkim buziakiem. Na ustach poczułam smak spermy i drogiej whisky. Zaczęłyśmy wić sie jak dzikie kotki w rytm muzyki. Wzrok całej sali ponownie skupił się na nas. Kiedy to ochoczo zaczęłyśmy zsuwać z siebie ubrania. Od całego tego alkoholu uśmiech nie schodził mi z twarzy. Kiedy spojrzałam na Bena widziałam, że jest niezadowolny. Podszedł do podestu, szarpnął mnie za sukienkę, wziął na ręcę i zaniósł do szatni patrząc wściekłym spojrzeniem nic nie mówiąc. Pocałowałam go w policzek uśmiechając się uroczo i wsuwając ramiączka od sukienki. Kiedy się odwróciłam jego już nie było. Wrócił chwilę później z moją torebką i płaszczem. Poinformował mnie, że taksówka już czeka, dla mnie wieczór już się zakończył. Ale dopiero się zaczął.
Nie wiedziałam, że takie apartamenty mają swoją rację bytu. Z dziesiątego piętra wszystko wygląda tak.. mikroskopijnie. Kiedy stałam oparta o blat kuchenny ze szklanką whisky w dłoni, poczułam na pośladkach ciepły oddech i wilgotny język. Nie opierałam się temu. Był bardzo delikatny dla mnie. Wiedział, że nie może mi zrobić krzywdy. Podciągął moją sukienke i zsunął czerwone stringi które zatrzymały sie na wysokości kolan. Wszedł we mnie bez dłuższej rozgrzewki. Trzymał dłonią moją szyję dociskając mnie do siebie coraz to mocniej i mocniej. Nie pozwolił przejąć inicjatywy. Chwycił delikatnie moje obie dłonie, docisnął do moich pleców i intensywnie wchodził we mnie. Czułam jak soki powoli zaczynają spływać po moich udach, podniecenie coraz silniejsze sprawiało, że miałam problemy z ustaniem na nogach. Czułam, że cały czas pręży się we mnie. Puścił moje dłonie pozwalają przy okazji złapać, szarpany i tak oddech. Wbił swoje zadbane, krótko obcięte paznokcie w moje biodra i pchnął wewnątrz mnie jeszcze kilka razy. Powiedzial bym grzecznie usiadła na swoich stópkach i otworzyła buzię. Złapał mocno moje włosy, patrzył cały czas w moje świecące od podniecenia oczy. Wsunął penisa w moje usta zalewając spermą moją buźkę. Była słodka i gęsta. Kiedy zaczął opadać z sił wysunął penisa i powiedział bym wszystko wypluła powoli. Chciał widzieć jak całość spłynie po mojej szyi, piersiach i dotrze do wilgotnej jeszcze cipki. Zadowolony puścił moje włosy i wyszedł z kuchni. "Serce biło mi tak mocno, że przynajmniej w moich uszach brzmiało to tak jak huk młota pneumatycznego, którego niewątpliwie uzywano przy wydobywaniu węgla". Obudziło mnie jego zapytanie o kolejną szklaneczkę whisky i prysznic odświeżający.
Siedzieliśmy nago, rozmawiajac o głupotach do późnych godzin, opróźniając drugą butelkę whisky. Zasnęłam na drugim końcu łóżka.
Obudził mnie telefon kilka godzin później. To Matt. Cholera! Zapomniałam o pieprzonym spotkaniu. Wrzucilam na siebie wczorajsza sukienkę, szpilki chwyciłam w dłoń, pończochy zostawiłam za łóżkiem ale nie chciałam budzić Bena. Wymknęłam się do łazienki gdzie delikatnie przypudrowałam nos i związąlam włosy w artystyczny kok. Kiedy zamierzałam wyjść w holu wpadłam na Bena. Trzymał w dłoni moje czerwone stringi i pończochy. Widział roztargnienie na mojej twarzy, ale i tak widziałam uśmiech w jego oczach. Podszedł do mnie. I wsadził do mojej torebki białą kopertę. Pocałował mnie w policzek i odprowadził do windy.
Matt pojawił się z godzinnym opóźnieniem. Korki po drodze uratowały mi życie. Dzięki temu spokojnie wzięłam prysznic i doprowadziłam się do idealnego stanu. Zamówiłam w biegu taksówkę do centrum, wrzuciłam na stopy trampki, wsunełam na tyłek idealnie opięte jeansy. Do białej koszulki dopasowałam beżowy płaszczyk i ruszyłam na spotkanie.
"Hej kochanie " -  pocałowałam go w usta uśmiechając sie niewinnie. Znowu byłam grzeczną A.


Ciągle gramy. Gramy komedię zycia, ale jesteśmy bardziej martwi niż żywi.  Jestem nimfetką. Z obłudnym życiem ale i tak lepszym od Twojego. Jestem artystą, a moje dzieło to JA.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz