12 października 2013

Moi je me lève et toi...

Odpaliłam pierwszego od dawna papierosa, przykryta białym pledem pachnącym jeszcze jego zapachem. Zaczęłam popijać kawę z mlekiem, już zapomniałam jak smakuje ten cudowny afrodyzjak. Z każdym kolejnym zaciągnięciem się odpływałam, wspominając te pocałunki, ciepłe dłonie na ciele, którym pozwalałam błądzić po mapie swojego ciała. Bałam się pierwszy raz ale i byłam bardzo zaintrygowana. To tylko kolejna osoba, nic nadzwyczajnego. Chwila zabawy zakończona ciepłą spermą na pośladkach, później na brzuchu. Prezerwatywy na panelach podłogowych. Przyśpieszone oddechy ciągle jeszcze świadczące o chuci. Chęci nadal były, pomimo, że zaczynało brakować mi sił. Chciał bym dominowała, założyła swoje ulubione czerwone szpilki, ubrała czarną bieliznę. Poprosił bym nie zakładała pończoch. Bał się, że może je zerwać ze mnie. Był nadzwyczajnie miły. Pokój na poddaszu pozwolił na oparcie dłoni na suficie, kiedy mocno nadziewałam się na niego, czując jego dłonie na swoich biodrach. Przesuwał mnie coraz szybciej, do przodu i do tyłu. Moje orgazmy zalewały moje ciało, jeden po drugim. Jednak nie umiałam odlecieć. Nie było to nic nadzwyczajnego. Czyżby wypalenie materiału sprawiało takie a nie inne odczucia. A może to nie te dłonie o jakich marzyłam? Noc zakończyłam kilkoma orgazmami, bez spazmów, bez drżenia ciała. Bez większych spekulacji. Ważne, że jemu było bardzo przyjemnie. W sumie potrzebował tego. Jego język w moich ustach mówił sam przez siebie, że potrzebuje czułości jakiej nie otrzymał od dawna. Wtuliłam się w niego zasypiając padnięta. O poranku zaparzyłam mu herbaty z cytryną, ponieważ taką lubił. Ja pozostałam przy swoim papierosie. To czasami mnie wykańcza. Perspektywa, że nie jestem taka jak każda. pomimo, że nie różnie się niczym niż reszta. Jestem pojemnikiem na spermę dla większości. Bezpruderyjną postacią wymykająca się spod kontroli innych. Sama dla siebie panem i władcą. Nie byłam pod niczyim bucikiem. To innym pozwalałam na całowanie ich. Lizanie, wsuwanie do ust siedemnasto centymetrowej szpilki. Pan pod pantofelkiem to tak podniecająca rzecz. Możliwość dominowania. W każdej sytuacji.
Nie chciałam od niego pieniędzy. Nie rozumiał dlaczego, powiedziałam, że chce więcej ale nie wiem czy był to mój najlepszy ruch na w tej rundzie. Wypuściłam go i pożegnałam kiedy odjeżdżał. Weszłam do pustego domu gdzie nikogo nie było jak zawsze. Standardowy poranek zakończony masturbacją, kawą i papierosem.
Odpaliłam pierwszego od dawna papierosa, przykryta białym pledem pachnącym jeszcze jego zapachem. Zaczęłam popijać kawę z mlekiem, już zapomniałam jak smakuje ten cudowny afrodyzjak. Oczekiwałam na wieczór jak i na poranek. Obiecałam sobie skończyć z tym. Zacząć od nowa. Pomimo faktu, że nie wiedziałam czy będę umiała. Tak ciężko jest pozbyć się nawyków kreowanych przez kilka poprzednich lat.
Zadzwonił i zaproponował spotkanie, powiedział, że przyjedzie po mnie i będę mogła zostać na kilka dni. Tylko czy tak naprawdę chcę tego. Czy chce uciekać od swojej codzienności w której jest mi tak dobrze. Czyżby to przyzwyczajenie czy może już za bardzo pochłonęło mnie złudne życie dziewczyny niedostępnej. Tylko na pozór udającej taką silną zawodniczkę ale wewnątrz kulącą się, uciekającą od tych wszystkich zabaw, które kręcą jej siostrę bliźniaczkę.
Postanowiłam, że pojadę, zabawie się jak nigdy jeszcze. Sprawię, że zapomnę o każdym istniejącym realnie i wirtualnie
Powróciłam niezadowolona, niespełniona, zawiedziona i wszystko co ma wspólnego z niepowodzeniem. Ileż można ukrywać swoje prawdziwe ja w otchłani uśmiechu i miłości do bliźniego. W moim słowniku miłość nie istnieje, no chyba, że francuska lub hiszpańska. Nie potrafię po ta długiej przerwie okazywać uczuć takich jakie bym chciała. Stałam się czymś. Chwyciłam szklaneczkę, zalałam odrobiną whisky, zalałam colą, dodałam cytrynki i odrobiny lodu. Zasiadłam w wannie i w chwili ciszy zastanowiłam się nad własną osobą. Bardzo nie fair w stosunku do wielu, bardzo zagubioną w swoim świecie, dziwnym świecie którego zupełnie nie rozumiem, albo staram się zrozumieć z negatywnym skutkiem. Upiłam kolejny łyk whisky, zaczęłam się masturbować i zapomniałam o problemach. Wykończyłam do ostatniej kropelki drinka i wyszłam niezaspokojona z wanny. Zobaczymy co dalej będzie. A coś na pewno.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz