20 kwietnia 2014

Nothing else matters

Otworzyła delikatnie oczy, czując jak jasne odcienie ścian mocno drażnią wzrok. Nie potrafiła poruszyć się ani na moment, w dłoniach czuła kolce a w głowie straszny huk. Chwile potem nad jej głową pojawiła się nieznajoma postać. Mówiła coś bardzo głośno i powoli. To chyba pytania. W sumie to czemu w tym pokoju było tak jasno i skąd ta jednocześnie cisza zlewająca się z hałasem.
- Panno A. czy słyszy mnie Pani? – zapytał wysoki mężczyzna z lekko posiwiała brodą, delikatnie uśmiechając się, oczekując na odpowiedź.
- Mhmm…  wymruczała A. przez zaciśnięte, wysuszone wargi.
- Jestem dr Marek Przybylski, będę Pani lekarzem prowadzącym. Trafiła Pani tutaj ponad tydzień temu. Obawialiśmy się, że po takiej ilości obrażeń zapadnie Pani w długoterminową śpiączkę, na szczęście tabletki jakie Pani otrzymała nie pozwoliły na całkowite zatrzymanie pracy serca. Była Pani martwa przez godzinę, jednak wróciła Pani do żywych.
- Doktorze… Dziękuje – odpowiedziała bardzo cicho – a gdzie ja jestem?
- Panno A. jest Pani we wrocławskim szpitalu. Czy pamięta Pani co się stało? – zapytał zaniepokojony lekarz, siadając na brzegu łóżka.
- Byłam we Wrocławiu, na tydzień przyjechałam do znajomych. Potem widziałam się ze znajomymi, wracałam w weekend do Łodzi, ale chyba moja podróż się nie udała… - szeptała, załamując głos.
- Owszem zamierzała Pani wyjechać z Wrocławia i tak też było. Podróżowała Pani ze znajomym jak sądzę, samochodem. Mieliście Państwo poważny wypadek. Pani trafiła do Nas na sygnale bardzo szybko, ponieważ Pani stan był bardzo ciężki – stąd też taka duża ilość aparatury wokół Pani łóżka. Pani znajomy wyszedł z wypadku bez szwanku jednak jeszcze tego samego wieczoru opuścił na własne żądanie szpital. Prosiliśmy by ze względu na Panią pozostał chociaż do momentu ustabilizowania się Pani stanu jednak odmówił.
- Jak wyglądał ten znajomy? – zapytała ze łzami w oczach czując suchość w ustach.
- Wysoki blondyn, jasna skóra, niebieskie oczy. Kojarzy cos Pani? – zapytał po czym podał pacjentce patyczek nasączony wodą.
- Dziękuje doktorze. Tak wiem o kim mowa. Doktorze kiedy stąd wyjdę? Co mi jest? – wymamrotała pod nosem, wycierając słone łzy z policzków
- Serce na nowo zaczęło pracować i ustabilizowało się, płuca pracują już same, uszkodzenia czaszki zostały zoperowane, natomiast miała Pani poważne złamanie ręki oraz barku więc wypuścimy Panią za kilka tygodni. Niestety czeka Panią długa rehabilitacja… Wybaczy Pani muszę iść na zabieg. W razie gdyby czegoś Pani potrzebowała proszę dzwonić guzikiem, leży przy Pani lewej dłoni – wstał, lekko się uśmiechnął i wyszedł z pokoju.

Leżała w ciszy, bez telefonu, komputera, towarzystwa na sali. Jedyne co słyszała to ciągłe pikanie aparatury, które doprowadzało do szaleństwa. Pod wieczór odwiedzin dokonało kilka osób na stałe zamieszkałych we Wrocławiu. W głowie mnożyły się myśli o nagłej ucieczce blondyna. Odwiedziny zakończyły się bardzo szybko. Po otrzymaniu dożylnie środków nasennych zasnęła w sekundę.
Dni ciągnęły się strasznie długo, minuty były wiecznością samotne wieczory spędzone z kolejnymi kroplówkami zlewały się w jedno. Tak upłynęły dwa tygodnie aż do dnia wypisu. Ostatnie odwiedziny, spakowanie resztek rzeczy ze szpitalnej szafki, zmiana opatrunków, kontrolne badania, odebranie wypisu. Pierwszy oddech świeżego powietrze wręcz kłujący w klatkę piersiową był wręcz wyzwoleniem, długo oczekiwaną wolnością. Na prośbę znajomego zorganizowała transport do łódzkiego mieszkania gdzie zapragnęła wziąć długą kąpiel i położyć się we własnym łóżku, w jeszcze większej ciszy niżeli ta, która panowała w szpitalnych pokojach i na korytarzach. Średniego wzrostu szatyn z pięknymi oczkami i czarującym uśmiechem zagadywał całą drogę próbując zrekompensować ból spowodowany po wypadku. Mogła zawsze na niego liczyć kiedy coś się działo.

Znajomy pomógł jej wejść do mieszkania wnosząc bagaż podręczny a raczej resztki jakie dostarczyli policjanci z rozbitego samochodu. Pośród sterty podartych ubrań znalazła jego pozłacany łańcuszek. Schowała go głęboko do szuflady nocnej. Zanurzyła się na ponad godzinę w wannie, uważając na gips założony na prawą rękę oraz bark. Bardzo niewygodne uczucie, ale najważniejsze, że żyła. Obolała poszła do kuchni gdzie zaparzyła herbaty i wróciła szybko do łóżka gdzie po ponad dwóch tygodniach włączyła telefon. Miliony wiadomości ale żadnej konkretnej. Poprosiła znajomego by został u niej na noc, nie chciała spać sama. Kulturalnie powiesił koszulę na krześle, zdjął spodnie, pościelił łóżko w drugim pokoju jednak A. nie chciała spać tej nocy sama. Poprosiła o wspólny nocleg, bezpiecznie wtuliła się w jego klatkę piersiową, perfumy subtelnie drażniły nozdrza, a męska dłoń gładziła zaczerwienioną jeszcze skórę na plecach. Był nadzwyczajnie delikatny, tak by nie sprawić bólu. Milczał razem z nią, słysząc coraz to spokojniejszy i płytszy oddech. Zasnął chwilę po niej, również mocno przejęty całą sytuacją.
Tygodnie mijały jak szalone, nie wyrzuciła niczego z głowy ale też nie chciała narzucać się nikomu dlatego też powróciła do dawnego życia. Praca pochłaniała ją w całości, do tego długie rehabilitacje które powoli dobiegały końca. Ręka powoli stawała się sprawna, jeszcze dużo brakowało do perfekcji ale gips zniknął z prawego ramienia. Co wieczór brunet odwoził ją do mieszkania. A. dziękując za pomoc zapraszała na herbatę i obiad.
- Chodź wyskoczymy gdzieś na tygodniu, odpoczniesz od tego miasta, od całej tej sytuacji. Na dwa dni. Muszę załatwić kilka swoich spraw, będziesz idealnym towarzyszem – zapytał podekscytowany wyczuwając, że zgodzi się bez zawahania.
- Chyba masz rację, przyda mi się taki wyjazd. Powiedz mi tylko kiedy a ja już postaram się zorganizować czas – delikatnie uśmiechnęła się po czym poszła po herbatę.
Pierwszy raz od tego czasu telefon długo wibrował na nocnym stoliku. Jednak ani razu nie spojrzała na niego, pochłonięta rozmową i planowaniem. Zasnęła nie spoglądając nawet na świecącą się lampkę w blackberry. Rano dostrzegła kilka nieodebranych połączeń. Z bardzo znajomego numeru, jednak nie zamierzała oddzwaniać. Miała ciekawsze rzeczy do zrobienia. 

Dni szybko upłynęły, nastała chwila upragnionego wyjazdu. Obiecał, że będzie uważał na drodze. Objechali kilka ważnych miejsc, gdzie załatwił parę swoich biznesowych spraw. Wyruszyli przed wieczorem, droga na Poznań idealnie rozciągała się, minęła jak chwila, podobnie jak trasa w kierunku na południe. Po drodze zarezerwował hotel by nie musieli spać w samochodzie, szczególnie, że noc nie zapowiadała się zbyt ciepła. Jechali pobocznymi drogami ciemną nocą opowiadając historię nie z tego świata wzajemnie nakręcając się. Wieczorny klimat sprzyjał temu, chociaż zmęczenie coraz mocniej dawało się we znaki. Zajechali do hotelu po pierwszej w nocy. Lodowate powietrze chwilowo obudziło, jednak tylko chwilowo. Kiedy weszli do pokoju na piętrze, A. od razu padła na łóżko, zamykając oczy.  Odrobina odpoczynku była bardzo potrzebna. Jednak dobiegający z łazienki dźwięk był jeszcze bardziej przyjemniejszy niż leżenie na łóżku. Ogromna narożna wanna wręcz przyciągała już samym spojrzeniem. A. od razu rozebrała się do bielizny, opuszkami palców dotykając piany na brzegu wanny. W tym momencie na jej biodrach pojawiły się chłodne dłonie. Usta na karku delikatnie muskające skórze sprawiały, że A. zaczęła odpływa. Sprawnymi ruchami zdjął z niej bieliznę i wyszedł na moment z łazienki. Utworzył nastrojowy klimat ustawiając w rogu nocną lampkę, a w łazience gasząc światło. Sam również szybko  rozebrał się i wskoczył do gorącej kąpiel. Leżeli naprzeciw siebie. Jej stopy opierały się na jego klatce piersiowej, natomiast jego stopy ułożyły się pod jej plecami. Wygrzewali się tak dłuższą chwilę popijając piwo z hotelowych szklanek, które pływały po wannie, wypełnionej po brzegi pianą. Zbliżył się do niej i bez słowa zaczął namiętnie całując, drażniąc skórę delikatnym zarostem. Dłonie coraz odważniejsze przesuwały się po karku, plecach oraz piersiach, powodując, że sutki szybko zaczęły twardnieć. W jeden chwili zmienił pozycję i oparł się na dłoniach tuż nad nią i powoli zaczął opuszczać się, opierając swoje ciało na jej. Wsunął palce jednej dłoni w jej cipkę i zaczął intensywnie poruszać czując jak A. unosi regularnie biodra. Wysunął palce i wszedł w nią na początku powoli, ale głęboko. Po czym oparł swoje dłonie na jej ciele, złapał mocno w pasie i zaczął intensywnie wchodzić, coraz szybciej. Jęki stawały się coraz głośniejsze, przeradzały się momentami w krzyki rozkoszy. A. musiała zatykać kilka razy usta własną dłonią, tak by nie wygonić gości z innych pokoi. Nie wiedząc kiedy obrócił ją plecami do siebie i wszedł od tyłu mocno dociskając do siebie. Czuła silne pożądanie tlące się wewnątrz jej i narastający orgazm. Piersi ocierały się o zimną fakturę wanny, dłonie z trudem łapały krawędzie wanny a oddech stawał się coraz bardziej urywany. Szczytowała wiele razy w jednym momencie. Zaczęła odlatywać jednak chciała więcej i więcej. Usiadła w rozkroku nad podwyższeniu wanny. Powolnie lizał jej cipkę, intensywnie wsuwając palce do jej wnętrza. Wiła się, czując parcie w podbrzuszu. Od tak dawna brakowało jej subtelności ale i normalności. Oparła dłonie na dnie wanny i wysunęła mocno pupę w jego stronę. Wszedł w nią bardzo głęboko, wbijając palce w biodra. Napierał bardzo mocno, intensywnie doprowadzając do szaleństwa. A. nie pamiętała kiedy przestała panować nad sobą. Przygryzała dłonie by nie krzyczeć z rozkoszy po czym wyszedł w niej i poprosił by skończyła dłonią. Chciał by była delikatna, poruszała dłonią do samego końca. Trysnął na jej palce po czym osunął się do wanny, z trudem łapiąc kontakt z otoczeniem. Wsunęła się do wanny razem z nim i leżała tak krótką chwilę po czym owinęła się ręcznikiem i usiadła na brzegu, obserwując jak brunet wraca do siebie. Seks był na tyle wyczerpujący, że szybko znaleźli się w hotelowym łóżku. Przytulił ja w sposób bardzo opiekuńczy, chwycił dłoń i tak zasnęli, praktycznie w jednej chwili. O poranku chęci nadal były, jednak niedyspozycja wygrała. Zeszli na hotelowe śniadanie, przy którym gawędzili jakby znali się już naprawdę długo. Nie było sztucznej atmosfery, wszystko było takie naturalne. Po śniadaniu spakowali torby i ruszyli w drogę. Najpierw załatwienie spraw biznesowych, potem przeprawa promem przez Odrę a na koniec przepyszny dorsz w przydrożnej smażalni i podwójna tęcza pod Poznaniem. Wróciła późnym wieczorem do mieszkania totalnie wykończona ale i bardzo zadowolona. Wiedząc, że brunet ma jeszcze sporo do zrobienia, obdarzyła go długim pocałunkiem, zabrała torbę i udała się do mieszkania. 
Na klatce czekał na nią blondyn. Siedział pod drzwiami z butelką wina, miną zbitego psa.
- Zgubiłeś coś? – zapytała zaskoczona ale i zniesmaczona zastanym widokiem
- Cześć Aguś. Jak się czujesz? – troskliwie zapytał lekko podnosząc wzrok
- Czuję się zmęczona, pytałam czy zgubiłeś coś – odpowiedziała szorstko, otwierając drzwi do mieszkania
- Chciałem porozmawiać. Widziałaś może mój pozłacany wisiorek? Po wypadku nie mogę go znaleźć – zapytał, wstając z podłogi.
- Zaczekaj tutaj, zaraz Ci go przyniosę – weszła do mieszkania, zrzuciła z ramienia torbę i udała do sypialni w celu znalezienia wisiorka. Bez uprzedzenia wszedł za nią i zobaczył na krześle męską, pogniecioną koszulę. Dostrzegła jego wzrok i czym prędzej podała mu wisiorek – teraz możesz już chyba iść.
- A. to nie tak… Zrozum tyle się stało w jednym momencie, że nie wiedziałem co mam zrobić. Jestem tylko człowiekiem, popełniam błędy jak każdy. Musiałem wtedy zadecydować. Wybrałem gorsze zło. Powinnaś to wiedzieć. Nie chciałem tak postąpić.
- Słuchaj, ale tym razem uważnie. Zostawiłeś mnie w szpitalu, po powrocie moim nawet nie raczyłeś mnie odwiedzić i zapytać jak się czuję. Nie odzywałeś się wcale. Wiesz w ogóle co ja przeżywałam? Wiesz co dla mnie oznacza ponad miesiąc? Wiesz? – powoli traciła panowanie nad głosem, złość zaczęła wygrywać w walce z rozsądkiem – nawet nie wiesz przez jakie piekło przeszłam.
Chciał ją przytulić jednak odsunęła go od siebie, nie potrafiła słuchać jego głosu, nie potrafiła pozwolić by ją dotknął, nie chciała patrzeć na niego.
- Czy chciałbyś powiedzieć mi coś jeszcze? Muszę odpocząć po ciężkiej podróży… - usiadła na łóżku, wsuwając twarz w dłonie.

- Wyjeżdżam na stałe z Polski. Chyba to już wszystko co miałem do powiedzenia – wypowiedział ze łzami w oczach, ukrywając żal i złość w sobie. Obrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa z mieszkania zamykając za sobą drzwi.  




Pewnych rzeczy się nie zapomina! 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz