Otworzyła delikatnie oczy, czując jak jasne odcienie ścian
mocno drażnią wzrok. Nie potrafiła poruszyć się ani na moment, w dłoniach czuła
kolce a w głowie straszny huk. Chwile potem nad jej głową pojawiła się
nieznajoma postać. Mówiła coś bardzo głośno i powoli. To chyba pytania. W sumie
to czemu w tym pokoju było tak jasno i skąd ta jednocześnie cisza zlewająca się
z hałasem.
- Panno A. czy słyszy mnie Pani? – zapytał wysoki mężczyzna z
lekko posiwiała brodą, delikatnie uśmiechając się, oczekując na odpowiedź.
- Mhmm… wymruczała A.
przez zaciśnięte, wysuszone wargi.
- Jestem dr Marek Przybylski, będę Pani lekarzem
prowadzącym. Trafiła Pani tutaj ponad tydzień temu. Obawialiśmy się, że po
takiej ilości obrażeń zapadnie Pani w długoterminową śpiączkę, na szczęście
tabletki jakie Pani otrzymała nie pozwoliły na całkowite zatrzymanie pracy
serca. Była Pani martwa przez godzinę, jednak wróciła Pani do żywych.
- Doktorze… Dziękuje – odpowiedziała bardzo cicho – a gdzie
ja jestem?
- Panno A. jest Pani we wrocławskim szpitalu. Czy pamięta
Pani co się stało? – zapytał zaniepokojony lekarz, siadając na brzegu łóżka.
- Byłam we Wrocławiu, na tydzień przyjechałam do znajomych.
Potem widziałam się ze znajomymi, wracałam w weekend do Łodzi, ale chyba moja
podróż się nie udała… - szeptała, załamując głos.
- Owszem zamierzała Pani wyjechać z Wrocławia i tak też
było. Podróżowała Pani ze znajomym jak sądzę, samochodem. Mieliście Państwo
poważny wypadek. Pani trafiła do Nas na sygnale bardzo szybko, ponieważ Pani
stan był bardzo ciężki – stąd też taka duża ilość aparatury wokół Pani łóżka.
Pani znajomy wyszedł z wypadku bez szwanku jednak jeszcze tego samego wieczoru opuścił
na własne żądanie szpital. Prosiliśmy by ze względu na Panią pozostał chociaż
do momentu ustabilizowania się Pani stanu jednak odmówił.
- Jak wyglądał ten znajomy? – zapytała ze łzami w oczach
czując suchość w ustach.
- Wysoki blondyn, jasna skóra, niebieskie oczy. Kojarzy cos
Pani? – zapytał po czym podał pacjentce patyczek nasączony wodą.
- Dziękuje doktorze. Tak wiem o kim mowa. Doktorze kiedy
stąd wyjdę? Co mi jest? – wymamrotała pod nosem, wycierając słone łzy z
policzków
- Serce na nowo zaczęło pracować i ustabilizowało się, płuca
pracują już same, uszkodzenia czaszki zostały zoperowane, natomiast miała Pani
poważne złamanie ręki oraz barku więc wypuścimy Panią za kilka tygodni. Niestety
czeka Panią długa rehabilitacja… Wybaczy Pani muszę iść na zabieg. W razie
gdyby czegoś Pani potrzebowała proszę dzwonić guzikiem, leży przy Pani lewej
dłoni – wstał, lekko się uśmiechnął i wyszedł z pokoju.
Leżała w ciszy, bez telefonu, komputera, towarzystwa na sali.
Jedyne co słyszała to ciągłe pikanie aparatury, które doprowadzało do
szaleństwa. Pod wieczór odwiedzin dokonało kilka osób na stałe zamieszkałych we
Wrocławiu. W głowie mnożyły się myśli o nagłej ucieczce blondyna. Odwiedziny
zakończyły się bardzo szybko. Po otrzymaniu dożylnie środków nasennych zasnęła
w sekundę.
Dni ciągnęły się strasznie długo, minuty były wiecznością
samotne wieczory spędzone z kolejnymi kroplówkami zlewały się w jedno. Tak
upłynęły dwa tygodnie aż do dnia wypisu. Ostatnie odwiedziny, spakowanie
resztek rzeczy ze szpitalnej szafki, zmiana opatrunków, kontrolne badania,
odebranie wypisu. Pierwszy oddech świeżego powietrze wręcz kłujący w klatkę
piersiową był wręcz wyzwoleniem, długo oczekiwaną wolnością. Na prośbę
znajomego zorganizowała transport do łódzkiego mieszkania gdzie zapragnęła wziąć
długą kąpiel i położyć się we własnym łóżku, w jeszcze większej ciszy niżeli
ta, która panowała w szpitalnych pokojach i na korytarzach. Średniego wzrostu
szatyn z pięknymi oczkami i czarującym uśmiechem zagadywał całą drogę próbując
zrekompensować ból spowodowany po wypadku. Mogła zawsze na niego liczyć kiedy
coś się działo.
Znajomy pomógł jej wejść do mieszkania wnosząc bagaż
podręczny a raczej resztki jakie dostarczyli policjanci z rozbitego samochodu.
Pośród sterty podartych ubrań znalazła jego pozłacany łańcuszek. Schowała go
głęboko do szuflady nocnej. Zanurzyła się na ponad godzinę w wannie, uważając
na gips założony na prawą rękę oraz bark. Bardzo niewygodne uczucie, ale
najważniejsze, że żyła. Obolała poszła do kuchni gdzie zaparzyła herbaty i
wróciła szybko do łóżka gdzie po ponad dwóch tygodniach włączyła telefon.
Miliony wiadomości ale żadnej konkretnej. Poprosiła znajomego by został u niej
na noc, nie chciała spać sama. Kulturalnie powiesił koszulę na krześle, zdjął
spodnie, pościelił łóżko w drugim pokoju jednak A. nie chciała spać tej nocy
sama. Poprosiła o wspólny nocleg, bezpiecznie wtuliła się w jego klatkę
piersiową, perfumy subtelnie drażniły nozdrza, a męska dłoń gładziła zaczerwienioną jeszcze skórę na plecach. Był
nadzwyczajnie delikatny, tak by nie sprawić bólu. Milczał razem z nią, słysząc
coraz to spokojniejszy i płytszy oddech. Zasnął chwilę po niej, również mocno
przejęty całą sytuacją.
Tygodnie mijały jak szalone, nie wyrzuciła niczego z głowy
ale też nie chciała narzucać się nikomu dlatego też powróciła do dawnego życia.
Praca pochłaniała ją w całości, do tego długie rehabilitacje które powoli
dobiegały końca. Ręka powoli stawała się sprawna, jeszcze dużo brakowało do
perfekcji ale gips zniknął z prawego ramienia. Co wieczór brunet odwoził ją do
mieszkania. A. dziękując za pomoc zapraszała na herbatę i obiad.
- Chodź wyskoczymy gdzieś na tygodniu, odpoczniesz od tego
miasta, od całej tej sytuacji. Na dwa dni. Muszę załatwić kilka swoich spraw,
będziesz idealnym towarzyszem – zapytał podekscytowany wyczuwając, że zgodzi
się bez zawahania.
- Chyba masz rację, przyda mi się taki wyjazd. Powiedz mi
tylko kiedy a ja już postaram się zorganizować czas – delikatnie uśmiechnęła
się po czym poszła po herbatę.
Pierwszy raz od tego czasu telefon długo wibrował na nocnym
stoliku. Jednak ani razu nie spojrzała na niego, pochłonięta rozmową i
planowaniem. Zasnęła nie spoglądając nawet na świecącą się lampkę w blackberry.
Rano dostrzegła kilka nieodebranych połączeń. Z bardzo znajomego numeru, jednak
nie zamierzała oddzwaniać. Miała ciekawsze rzeczy do zrobienia.
Dni szybko
upłynęły, nastała chwila upragnionego wyjazdu. Obiecał, że będzie uważał na
drodze. Objechali kilka ważnych miejsc, gdzie załatwił parę swoich biznesowych
spraw. Wyruszyli przed wieczorem, droga na Poznań idealnie rozciągała się,
minęła jak chwila, podobnie jak trasa w kierunku na południe. Po drodze
zarezerwował hotel by nie musieli spać w samochodzie, szczególnie, że noc nie
zapowiadała się zbyt ciepła. Jechali pobocznymi drogami ciemną nocą opowiadając
historię nie z tego świata wzajemnie nakręcając się. Wieczorny klimat sprzyjał
temu, chociaż zmęczenie coraz mocniej dawało się we znaki. Zajechali do hotelu
po pierwszej w nocy. Lodowate powietrze chwilowo obudziło, jednak tylko chwilowo.
Kiedy weszli do pokoju na piętrze, A. od razu padła na łóżko, zamykając oczy. Odrobina odpoczynku była bardzo potrzebna.
Jednak dobiegający z łazienki dźwięk był jeszcze bardziej przyjemniejszy niż
leżenie na łóżku. Ogromna narożna wanna wręcz przyciągała już samym
spojrzeniem. A. od razu rozebrała się do bielizny, opuszkami palców dotykając
piany na brzegu wanny. W tym momencie na jej biodrach pojawiły się chłodne
dłonie. Usta na karku delikatnie muskające skórze sprawiały, że A. zaczęła
odpływa. Sprawnymi ruchami zdjął z niej bieliznę i wyszedł na moment z
łazienki. Utworzył nastrojowy klimat ustawiając w rogu nocną lampkę, a w
łazience gasząc światło. Sam również szybko
rozebrał się i wskoczył do gorącej kąpiel. Leżeli naprzeciw siebie. Jej stopy
opierały się na jego klatce piersiowej, natomiast jego stopy ułożyły się pod
jej plecami. Wygrzewali się tak dłuższą chwilę popijając piwo z hotelowych
szklanek, które pływały po wannie, wypełnionej po brzegi pianą. Zbliżył się do
niej i bez słowa zaczął namiętnie całując, drażniąc skórę delikatnym zarostem.
Dłonie coraz odważniejsze przesuwały się po karku, plecach oraz piersiach,
powodując, że sutki szybko zaczęły twardnieć. W jeden chwili zmienił pozycję i
oparł się na dłoniach tuż nad nią i powoli zaczął opuszczać się, opierając
swoje ciało na jej. Wsunął palce jednej dłoni w jej cipkę i zaczął intensywnie
poruszać czując jak A. unosi regularnie biodra. Wysunął palce i wszedł w nią na
początku powoli, ale głęboko. Po czym oparł swoje dłonie na jej ciele, złapał
mocno w pasie i zaczął intensywnie wchodzić, coraz szybciej. Jęki stawały się
coraz głośniejsze, przeradzały się momentami w krzyki rozkoszy. A. musiała
zatykać kilka razy usta własną dłonią, tak by nie wygonić gości z innych pokoi.
Nie wiedząc kiedy obrócił ją plecami do siebie i wszedł od tyłu mocno
dociskając do siebie. Czuła silne pożądanie tlące się wewnątrz jej i
narastający orgazm. Piersi ocierały się o zimną fakturę wanny, dłonie z trudem
łapały krawędzie wanny a oddech stawał się coraz bardziej urywany. Szczytowała
wiele razy w jednym momencie. Zaczęła odlatywać jednak chciała więcej i więcej.
Usiadła w rozkroku nad podwyższeniu wanny. Powolnie lizał jej cipkę,
intensywnie wsuwając palce do jej wnętrza. Wiła się, czując parcie w
podbrzuszu. Od tak dawna brakowało jej subtelności ale i normalności. Oparła
dłonie na dnie wanny i wysunęła mocno pupę w jego stronę. Wszedł w nią bardzo głęboko,
wbijając palce w biodra. Napierał bardzo mocno, intensywnie doprowadzając do szaleństwa.
A. nie pamiętała kiedy przestała panować nad sobą. Przygryzała dłonie by nie
krzyczeć z rozkoszy po czym wyszedł w niej i poprosił by skończyła dłonią.
Chciał by była delikatna, poruszała dłonią do samego końca. Trysnął na jej
palce po czym osunął się do wanny, z trudem łapiąc kontakt z otoczeniem.
Wsunęła się do wanny razem z nim i leżała tak krótką chwilę po czym owinęła się
ręcznikiem i usiadła na brzegu, obserwując jak brunet wraca do siebie. Seks był
na tyle wyczerpujący, że szybko znaleźli się w hotelowym łóżku. Przytulił ja w
sposób bardzo opiekuńczy, chwycił dłoń i tak zasnęli, praktycznie w jednej
chwili. O poranku chęci nadal były, jednak niedyspozycja wygrała. Zeszli na
hotelowe śniadanie, przy którym gawędzili jakby znali się już naprawdę długo.
Nie było sztucznej atmosfery, wszystko było takie naturalne. Po śniadaniu spakowali
torby i ruszyli w drogę. Najpierw załatwienie spraw biznesowych, potem
przeprawa promem przez Odrę a na koniec przepyszny dorsz w przydrożnej smażalni
i podwójna tęcza pod Poznaniem. Wróciła późnym wieczorem do mieszkania totalnie
wykończona ale i bardzo zadowolona. Wiedząc, że brunet ma jeszcze sporo do
zrobienia, obdarzyła go długim pocałunkiem, zabrała torbę i udała się do
mieszkania.
Na klatce czekał na nią blondyn. Siedział pod drzwiami z butelką
wina, miną zbitego psa.
- Zgubiłeś coś? – zapytała zaskoczona ale i zniesmaczona
zastanym widokiem
- Cześć Aguś. Jak się czujesz? – troskliwie zapytał lekko
podnosząc wzrok
- Czuję się zmęczona, pytałam czy zgubiłeś coś –
odpowiedziała szorstko, otwierając drzwi do mieszkania
- Chciałem porozmawiać. Widziałaś może mój pozłacany
wisiorek? Po wypadku nie mogę go znaleźć – zapytał, wstając z podłogi.
- Zaczekaj tutaj, zaraz Ci go przyniosę – weszła do
mieszkania, zrzuciła z ramienia torbę i udała do sypialni w celu znalezienia
wisiorka. Bez uprzedzenia wszedł za nią i zobaczył na krześle męską,
pogniecioną koszulę. Dostrzegła jego wzrok i czym prędzej podała mu wisiorek –
teraz możesz już chyba iść.
- A. to nie tak… Zrozum tyle się stało w jednym momencie, że
nie wiedziałem co mam zrobić. Jestem tylko człowiekiem, popełniam błędy jak
każdy. Musiałem wtedy zadecydować. Wybrałem gorsze zło. Powinnaś to wiedzieć.
Nie chciałem tak postąpić.
- Słuchaj, ale tym razem uważnie. Zostawiłeś mnie w
szpitalu, po powrocie moim nawet nie raczyłeś mnie odwiedzić i zapytać jak się czuję.
Nie odzywałeś się wcale. Wiesz w ogóle co ja przeżywałam? Wiesz co dla mnie
oznacza ponad miesiąc? Wiesz? – powoli traciła panowanie nad głosem, złość
zaczęła wygrywać w walce z rozsądkiem – nawet nie wiesz przez jakie piekło
przeszłam.
Chciał ją przytulić jednak odsunęła go od siebie, nie
potrafiła słuchać jego głosu, nie potrafiła pozwolić by ją dotknął, nie chciała
patrzeć na niego.
- Czy chciałbyś powiedzieć mi coś jeszcze? Muszę odpocząć po
ciężkiej podróży… - usiadła na łóżku, wsuwając twarz w dłonie.
- Wyjeżdżam na stałe z Polski. Chyba to już wszystko co
miałem do powiedzenia – wypowiedział ze łzami w oczach, ukrywając żal i złość w
sobie. Obrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa z mieszkania zamykając za sobą
drzwi.
Pewnych rzeczy się nie zapomina!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz