17 lutego 2015

Elastic heart



Teraz, po kilku miesiącach mogę sięgnąć po laptopa, w spokoju z kieliszkiem czerwonego wina mogę napisać dlaczego jest tak a nie inaczej.

Nie była pisana ani wielka miłość, dzieci, ślub a już na pewno nie szczerość. To co miałby być wyznacznikiem pełnego szczęścia stało się pieprzonym przeznaczeniem nieszczęścia. Niekoniecznie zmuszona do bardzo ostrych posunięć usunęłam się z życia i rozpoczęłam wszystko od nowa. A raczej musiałam rozpocząć by nie móc cierpieć więcej. 

… siedziała późno wrześniowego popołudnia w kawiarni, tam gdzie zawsze lubili się spotykać. Dokładnie w tym samym miejscu w którym siedzieli za pierwszym razem kiedy postanowili przenieść znajomość wirtualną na grunt rzeczywisty. Tym razem nie było krótkiej mini i groźnego irokeza ale zwykle upięte ciemne włosy, włosy na obcasie, sweterek i subtelny makijaż. Pojawił się punktualnie, zabiegany jak zawsze po pracy. Zamówił sobie kawę, dla niej zieloną herbatę. Jak się później okazało bardzo dobrą dla ukojenia zerwanych nerwów. Usiadł obok niej ale nie potrafił rozpocząć rozmowy. Patrzył w okno, na jej splecione na kolanach dłonie i nie umiał odezwać się.
- To koniec, prawda?  - zapytała, przerywając ciszę
Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafił przetrawić tego w jakiej był sytuacji i co miał zrobić by nie skrzywdzić nikogo a tym bardziej jej.
Cóż, no… Wiesz… No nie umiem Ci odpowiedzieć… To trudne… - mruczał pod nosem.
Cóż, czyli tak – stanowczo odpowiedziała i dopiła w ciszy herbaty po czym poprosiła o odwiezienie do mieszkania.

… nie no wiecznie tak nie można – powiedziała w myślach po czym zamknęła laptopa i zaprzestała pisania. Zdając sobie sprawę, że to i tak bez sensu, zupełnego. Historia zatoczyła swoje koło. Nie będzie już namiętnych nocy ze szczyptą chilli przeplatanych romantycznymi wieczorami przy lampce wina i pełnym pożądania seksem w wannie czy to też w kuchni. Nadgarstki pragnęły poczuć liny na sobie, albo chociaż miły, skórzany dotyk… Usta pragnęły warg, penisa ociekającego ciepłą spermą i jej śliną, ciało pragnęło dotyku tego delikatnego jak i tego mocniejszego, intensywniejszego. Uczucie paska od spodni… Uczucia pejcza czy też dłoni która uderzała z dużą siłą ale i wyczuciem. Poczucia bezpieczeństwa po wszystkim, poczucia wiary, miłości i zaufania.
Wiele razy walczyła z własnymi myślami by móc napisać do Niego, by odezwać się, umówić na spotkanie, poprosić o wspólne wypicie kawy. Ale to umarło z czasem. Brak zaufania, brak uczucia, brak jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa sprawiło, że umiała patrzeć na niego, umiała rozmawiać z nim i ani razu nie pomyślała by przygryźć jego wargę, wtulić się w  Jego rozbudowane ramiona by poczuć się bezpiecznie. Zaufanie zniknęło jak śnieg. Wyparowało z dnia na dzień.

Warto było zrobić z kogoś ponoć najważniejszego i najukochańszego kogoś kto przejdzie obok i nie wyciągnie ręki kiedy będzie potrzebna pomoc?  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz