Teraz, po kilku miesiącach mogę sięgnąć po laptopa, w
spokoju z kieliszkiem czerwonego wina mogę napisać dlaczego jest tak a nie
inaczej.
Nie była pisana ani wielka miłość, dzieci, ślub a już na
pewno nie szczerość. To co miałby być wyznacznikiem pełnego szczęścia stało się
pieprzonym przeznaczeniem nieszczęścia. Niekoniecznie zmuszona do bardzo
ostrych posunięć usunęłam się z życia i rozpoczęłam wszystko od nowa. A raczej
musiałam rozpocząć by nie móc cierpieć więcej.
… siedziała późno wrześniowego popołudnia w kawiarni, tam
gdzie zawsze lubili się spotykać. Dokładnie w tym samym miejscu w którym
siedzieli za pierwszym razem kiedy postanowili przenieść znajomość wirtualną na
grunt rzeczywisty. Tym razem nie było krótkiej mini i groźnego irokeza ale
zwykle upięte ciemne włosy, włosy na obcasie, sweterek i subtelny makijaż.
Pojawił się punktualnie, zabiegany jak zawsze po pracy. Zamówił sobie kawę, dla
niej zieloną herbatę. Jak się później okazało bardzo dobrą dla ukojenia
zerwanych nerwów. Usiadł obok niej ale nie potrafił rozpocząć rozmowy. Patrzył
w okno, na jej splecione na kolanach dłonie i nie umiał odezwać się.
- To koniec, prawda?
- zapytała, przerywając ciszę
Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafił
przetrawić tego w jakiej był sytuacji i co miał zrobić by nie skrzywdzić nikogo
a tym bardziej jej.
Cóż, no… Wiesz… No nie umiem Ci odpowiedzieć… To trudne… -
mruczał pod nosem.
Cóż, czyli tak – stanowczo odpowiedziała i dopiła w ciszy
herbaty po czym poprosiła o odwiezienie do mieszkania.
… nie no wiecznie tak nie można – powiedziała w myślach po
czym zamknęła laptopa i zaprzestała pisania. Zdając sobie sprawę, że to i tak
bez sensu, zupełnego. Historia zatoczyła swoje koło. Nie będzie już namiętnych
nocy ze szczyptą chilli przeplatanych romantycznymi wieczorami przy lampce wina
i pełnym pożądania seksem w wannie czy to też w kuchni. Nadgarstki pragnęły
poczuć liny na sobie, albo chociaż miły, skórzany dotyk… Usta pragnęły warg,
penisa ociekającego ciepłą spermą i jej śliną, ciało pragnęło dotyku tego
delikatnego jak i tego mocniejszego, intensywniejszego. Uczucie paska od spodni…
Uczucia pejcza czy też dłoni która uderzała z dużą siłą ale i wyczuciem.
Poczucia bezpieczeństwa po wszystkim, poczucia wiary, miłości i zaufania.
Wiele razy walczyła z własnymi myślami by móc napisać do
Niego, by odezwać się, umówić na spotkanie, poprosić o wspólne wypicie kawy.
Ale to umarło z czasem. Brak zaufania, brak uczucia, brak jakiegokolwiek
poczucia bezpieczeństwa sprawiło, że umiała patrzeć na niego, umiała rozmawiać
z nim i ani razu nie pomyślała by przygryźć jego wargę, wtulić się w Jego rozbudowane ramiona by poczuć się
bezpiecznie. Zaufanie zniknęło jak śnieg. Wyparowało z dnia na dzień.
Warto było zrobić z kogoś ponoć najważniejszego i
najukochańszego kogoś kto przejdzie obok i nie wyciągnie ręki kiedy będzie
potrzebna pomoc?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz