Żyjemy w równoległych światach. Codziennie spotykamy się ze
sobą na komunikatorach. Komunikujemy się przez portale społecznościowe. Udajemy
siebie, udajemy to kim jesteśmy, jacy jesteśmy, czego chcemy, czego pragniemy,
czego potrzebujemy i czego się boimy. No właśnie..
Czego chcesz? Czego pragniesz? Czego potrzebujesz? Czego się
boisz?Mówisz mało, prawie wcale. Trochę
więcej kiedy wiszą nad nami czarne, burzowe chmury. Wtedy słowa mnożą się
niczym mrówki w lesie. Zaczynamy się gubić sami w sobie. Nie potrafimy rozmawiać
już normalnie. Z wiecznymi pretensjami, wymówkami, nakazami, zakazami… Z tym
radzimy sobie bardzo dobrze. Kiedy następnego dnia każde z nas znajduje powód
by nie odezwać się do tej drugiej osoby.
Tęsknimy? Ja tak. Czemu? Bo mówię to. Ty chowasz to pomiędzy
misjami w grach, jazdami na rowerze, wyprawami nad stawy i swoimi sprawami.
Pokazujesz kiedy mnie widzisz…
Ja potrzebuje słów. Bez słów jestem jak witraż bez jednego
malutkiego kawałka szkła. Czuję się niepełna. Zbędna, niepraktyczna. Czuje się
tak dzięki Tobie / przez Ciebie (niepotrzebne skreślić).
Nie umiesz sprawić ostatnio bym uśmiechała się jak kiedyś,
kłótnie nie złością i zaciskaniem pięści kończą się a płaczem w ulubioną
włochatą poduszkę. Czyżbym to ja uległa odwróceniu o 180 stopni czy to Ciebie moje
oczy nie poznają?
Gdzie się podziało to wzajemnie zainteresowanie sobą? Kiedy
powrócą chwile kiedy popołudniami potrafiliśmy rozmawiać do „bolącego ucha” i
chrypiącego głosu? Nie powrócą, prawda?
Za dużo jest pytań, które chciałabym zadać. Za dużo jest
pytań, na które nie otrzymam odpowiedzi. Bądź mi rozmówcą. Nie sprawiaj, że
pisuje codziennie monologi. Nie ukrywaj się za wycieczkami rowerowymi w lesie,
za jazdą konną po wertepach, za szturmowaniem i ściganiem zabójców. Nie traktuj
mnie jak kolejnego trofea, zdobyczy. Pielęgnuj jak swojego ukochanego kwiatka
na parapecie.
Wbiłeś mi nóż w samo serce, dopchnąłeś moje zmęczone ciało
do ściany wbijając ostrze jeszcze mocniej.. kiedy powiedziałeś, że czuje, że
coś mniej mi zależy na związku. Nie mówi się takich rzeczy osobie, która mogłaby
wskoczyć za ogień z Tobą.
Coś drastycznie pękło we mnie i wylało się ze środka, było
ciepłe, lepkie i pachniało przyjemnie.. to chyba nazywa się szczęście. Dlaczego
nie potrafimy już ze sobą rozmawiać jak na normalnych ludzi przystało? Dlaczego
nie potrafimy znaleźć wspólnego języka? Dlaczego nie chcesz iść ze mną na
kompromis dla świętego spokoju… Twojego i mojego? Dlaczego pozwalasz mi bym noc
po nocy płakała przez Ciebie, denerwowała się i myślała co zrobić by wszystko
naprawić? Obchodzi Cię to w ogóle…
Czy gdyby mi nie zależało to bym czekała na Ciebie do 3 nad
ranem aż wrócisz z pracy by wiedzieć, że bezpiecznie dotarłeś? Czy wstawałabym
z samego rana by upiec Ci bułeczki na śniadanie? Czy odsuwałabym na bok wszystkie
obowiązki by móc pojechać do Ciebie i spędzać nawet same wieczory ale wiedzieć
że jesteś na wyciągniecie ręki?
Zabolało mnie, że problemem jest kilka minut rozmowy
telefonicznej. Nie zabolało w głowie, zabolało pod piersią, w sercu. Oczekuje zbyt
wiele? Napisz mi to… Porozmawiamy o tym…
Porozmawiaj ze mną…
Nie denerwuj się na mnie za to, że chce na Ciebie patrzeć na Skype, że chcę Ciebie słuchać przez telefon.. Chłonę jak gąbka każdy Twój
element, każdą Twoją część kiedy się nie widzimy. Nie zabieraj mi tego proszę.
Pokaż mi, że warto… Pokaż mi, że mam jeszcze o co walczyć, bo chyba się poddaje…
Jesteś beznadziejna… Przyznała w myślach po czym wyszła z
fotela, odłożyła na bok komputer i zastygła w bezruchu obserwując duże szare
pudełko ze wszystkimi tajemnicami. „Ty się tego pozbyłeś… Czemu? ” – zastanawiała
się bardzo długo po czym wsunęła na stopy skarpety, dopiła ciepłą jeszcze herbatę
i usiadła naprzeciwko pudełka chcąc przejrzeć zawartość. Facet wyjechał na
tygodniową delegację więc co można robić wieczorem w pustym mieszkaniu bez
żywej duszy.
Stukanie do drzwi wybiło z rozmyślań. Jedynie co udało się
zrobić to spakować w sekundę rzeczy do pudełka i dosunąć pod ścianę zamykając
wieczko.
Kto tam? – zapytała zdenerwowana
To ja – odezwał się cicho niski, męski głos.
Otworzyła drzwi, wiedząc doskonale kto za nimi stoi.
- Zapraszam, rozgość się. Kawy? Herbaty?- zapytała z udawanym zaskoczeniem
- Z chęcią bym się napił herbaty jeśli można – odpowiedział po
czym poszedł zaraz za nią do kuchni. Ciągle lubił jak przygotowuje jedzenie,
przysmaki- szczególnie dla niego.
- Mogę się zapytać o cel Twojego przyjścia? Długo Cię tutaj
nie było, parę miesięcy minęło od ostatniego spotkania – zapytała nawet nie spoglądając
w jego stronę.
- Po prostu chciałem Ciebie zobaczyć, sprawdzić jak się
czujesz – wymruczał przy jej skórze niedaleko ucha.
- Nie sądzisz, że już za późno na flirty? O parę miesięcy za
późno i o jedną decyzję za daleko ? – wysyczała odsuwając się na bezpieczną
odległość.
- No ok. Masz w sumie racją Kotuś – wymruczał stojąc w kącie
kuchni, ze spokojem przyglądając się jak krząta się po pomieszczeniu.
Przeszli do salonu gdzie rozlała herbatę z dzbanka do
filiżanek po czym lekko spięta usiadła na drugim końcu sofy tak by nie mieć z
nim kontaktu. Po sekundzie zdała sobie sprawę, że zostawiła na wierzchu
pudełko, które bardzo szybko przykuło Jego uwagę.
- Czy to jest to o czym myślę? – zapytał z błyskiem w oku
przysuwają się bliżej na sofie
- Tak, dokładnie. Przeglądam starocie by wiedzieć co
wyrzucić a co zostawić. Robię podobnie do Ciebie. Już zapomniałeś o naszej
niedawnej rozmowie? Przez Internet bywasz taki odważny a w rzeczywistości nawet
palcem nie ruszysz a już na pewno nie zrobisz czegoś co by zachwiało Twój
spokój ducha – wysyczała po czym odchyliła głowę do tyłu i oparła ją o oparcie
kanapy.
Wykorzystując to przysunął się o oparł delikatnie ciepłe od
herbaty wargi do jej szyi, na której szalało przyspieszone tętno. Chciała się
odsunąć jednak nie czując zagrożenia pozostała w bezruchu oczekując następnego
kroku. Przysunął się i objął ją w pasie nie zbliżając się już bardziej –
obawiając się reakcji.
- Co Ty do chol…. – chciała wręcz wykrzyczeć to, ale położył
jej palec na ustach tak by uciszyła się i dalej trzymał wargi przy jej szyi,
nozdrzami wdychając jej słodki zapach zmieszany z orzeźwiającym zapachem świeżo
przygotowanej herbaty.
- Nic Ci nie zrobię, dobrze wiesz o tym… - wymruczał przy
jej szyi nie przesuwając się ani na milimetr
- M. nie byłby zadowolony gdyby to zauważył, wiesz, że nie
zna Ciebie i na pewno by nie chciał wiedzieć jak blisko mnie siedzisz teraz… -
wymruczała bardzo cicho, prawie szeptem, jakby wcale nie chciała tego mówić.
Jakby żal przenikał przez głos.
Nie chcąc kontynuować rozmowy, zerwał się na równe nogi po
czym podszedł do pudełka i nieśmiało je otworzył. Kilka par szpilek, mnóstwo
zabawek, pośród nich wiele, które skrywało za sobą bardzo perwersyjne historie.
– To co? Wywalamy? – zaśmiał się ale z bardzo bladą twarzą i pociemniałymi
oczami.
- Dobrze, skoro już jesteś to pomożesz mi z tym .. –
odezwała się po czym usiadła po turecku naprzeciwko pudełka i zaczęła po kolei wyciągać
rzeczy. Zaczęła od kilku par szpilek, które zakupił dla niej. Uwielbiał ją w
szpilkach a szczególnie w zestawie z pończochami i koronkową czarną bielizną.
Wypakowała ja, ustawiła w rządku i chwilę zatrzymała na nich wzrok po czym bez
emocji powiedziała:
- Z 300zł za nie będzie. Wieczorem wystawie je na Allegro –
powinny bez problemy pójść. – Wymruczała po czym każdą parę spakowała do
pudełka i odstawiła na bok. Nie chciała nawet na niego patrzeć kiedy dokonywała
selekcji, stawało się to trudniejsze niż myślała.
- O pejcz… Pamiętasz jak uwielbiałem przeciągać go po Twojej
skórze, wzdłuż kręgosłupa kończąc na pośladkach i pomiędzy nimi… - przesunął
pejczem po jej plecach aż do pośladków, poczuła gęsią skórę a warga z
podniecenia zadrżała.
- Pejcz zostawimy w takim razie. Teraz te wszystkie dildo..
Cóż… Wyniosę je do piwnicy, raczej mi się nie przydadzą na chwilę obecną, ani
też w przyszłości – wymruczała pod nosem po czym spojrzała na Niego, kiedy
blisko ust trzymał jej ulubioną zabaweczkę. Wsunął ją delikatnie do ust,
oblizał i z błyskiem w oku spojrzał na nią.
- Nie rób tego proszę… Tak nie wolno… - powiedziała łapiąc
głośno oddech obserwując cała sytuację. Zaczęła czuć podniecenie w podbrzuszu
jednak starała się nie okazywać tego.
- Cóż… knebel, to chyba jednak zostawimy prawda? – spojrzał na
nią uśmiechając się lubieżnie tak jak zazwyczaj robił w trakcie zabaw, kiedy
chciał zrobić jej przyjemnego psikusa.
- Tak zostawmy go, podobnie jak strap-on'y. – wymruczała głośno
przełykając ślinę. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Poczuła, że ma
ochotę na dziki i namiętny seks. Teraz.
- Dobrze – wysyczał blisko jej twarzy. Za blisko, po czym złożył
pocałunek blisko ucha i usiadł w rozkroku za nią, tak, że jej dłonie znalazły
się przy plecach a ciało opierało się o jego klatkę piersiową, która szybko
nabierała i wyrzucała powietrze. Czuła ciepły oddech na karku przez co przymknęła oczy i skrępowana
przypominała sobie w głowie przeszłe wydarzenia.
- Proszę Cię… nie utrudniaj tego… to już i tak zbyt wiele
dla mnie … - ucałował ją w policzek z ogromną tęsknotą i odsunął się z chłodem
kawałek od niej.
- To skoro mamy już wszystko ogarnięte to ja będę się
zbierał bo już późno. Chyba pora na mnie poza tym Ty też musisz się wyspać,
prawda? – wymruczał po czym namiętnie ucałował dociskając mocno do ściany.
- Och…. No dobrze. Skoro musisz – wymruczała z trudem łapiąc
oddech.
Kiedy kończył zakładać buty wszedł do domu zmęczony ale z
bukietem kwiatów jej facet – który wcześniej wrócił z delegacji – zaskoczony widokiem
swojej dziewczyny dosyć mocno speszonej oraz obcego faceta tak późno
wychodzącego z mieszkania.
- O, kurwa… - wysyczała po czym przedstawiła Panów
wzajemnie, podziękowała za spotkanie.
Po zamknięciu się drzwi wejściowych z drżącymi nogami
stanęła w korytarzu patrząc jak jej mężczyzna rozbiera się z miną dosyć
rozwścieczonego byka.
- To był On, prawda?- zapytał bardzo cicho, prawie szeptem…
Teraz, po kilku miesiącach mogę sięgnąć po laptopa, w
spokoju z kieliszkiem czerwonego wina mogę napisać dlaczego jest tak a nie
inaczej.
Nie była pisana ani wielka miłość, dzieci, ślub a już na
pewno nie szczerość. To co miałby być wyznacznikiem pełnego szczęścia stało się
pieprzonym przeznaczeniem nieszczęścia. Niekoniecznie zmuszona do bardzo
ostrych posunięć usunęłam się z życia i rozpoczęłam wszystko od nowa. A raczej
musiałam rozpocząć by nie móc cierpieć więcej.
… siedziała późno wrześniowego popołudnia w kawiarni, tam
gdzie zawsze lubili się spotykać. Dokładnie w tym samym miejscu w którym
siedzieli za pierwszym razem kiedy postanowili przenieść znajomość wirtualną na
grunt rzeczywisty. Tym razem nie było krótkiej mini i groźnego irokeza ale
zwykle upięte ciemne włosy, włosy na obcasie, sweterek i subtelny makijaż.
Pojawił się punktualnie, zabiegany jak zawsze po pracy. Zamówił sobie kawę, dla
niej zieloną herbatę. Jak się później okazało bardzo dobrą dla ukojenia
zerwanych nerwów. Usiadł obok niej ale nie potrafił rozpocząć rozmowy. Patrzył
w okno, na jej splecione na kolanach dłonie i nie umiał odezwać się.
- To koniec, prawda?- zapytała, przerywając ciszę
Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafił
przetrawić tego w jakiej był sytuacji i co miał zrobić by nie skrzywdzić nikogo
a tym bardziej jej.
Cóż, no… Wiesz… No nie umiem Ci odpowiedzieć… To trudne… -
mruczał pod nosem.
Cóż, czyli tak – stanowczo odpowiedziała i dopiła w ciszy
herbaty po czym poprosiła o odwiezienie do mieszkania.
… nie no wiecznie tak nie można – powiedziała w myślach po
czym zamknęła laptopa i zaprzestała pisania. Zdając sobie sprawę, że to i tak
bez sensu, zupełnego. Historia zatoczyła swoje koło. Nie będzie już namiętnych
nocy ze szczyptą chilli przeplatanych romantycznymi wieczorami przy lampce wina
i pełnym pożądania seksem w wannie czy to też w kuchni. Nadgarstki pragnęły
poczuć liny na sobie, albo chociaż miły, skórzany dotyk… Usta pragnęły warg,
penisa ociekającego ciepłą spermą i jej śliną, ciało pragnęło dotyku tego
delikatnego jak i tego mocniejszego, intensywniejszego. Uczucie paska od spodni…
Uczucia pejcza czy też dłoni która uderzała z dużą siłą ale i wyczuciem.
Poczucia bezpieczeństwa po wszystkim, poczucia wiary, miłości i zaufania.
Wiele razy walczyła z własnymi myślami by móc napisać do
Niego, by odezwać się, umówić na spotkanie, poprosić o wspólne wypicie kawy.
Ale to umarło z czasem. Brak zaufania, brak uczucia, brak jakiegokolwiek
poczucia bezpieczeństwa sprawiło, że umiała patrzeć na niego, umiała rozmawiać
z nim i ani razu nie pomyślała by przygryźć jego wargę, wtulić się wJego rozbudowane ramiona by poczuć się
bezpiecznie. Zaufanie zniknęło jak śnieg. Wyparowało z dnia na dzień.
Warto było zrobić z kogoś ponoć najważniejszego i
najukochańszego kogoś kto przejdzie obok i nie wyciągnie ręki kiedy będzie
potrzebna pomoc?
-Hej, jesteś w mieszkaniu?- napisał niespodziewanie odrywając od pracy
-Tak, jestem.
-Będę za 30 min.
Niespodziewany dzwonek domofonu wyrwał z rozmowy ze
współlokatorem. Ach Ci faceci pomyślała kiedy otwierała drzwi. Przyjechał w jej
ulubionej bluzie, z lekkim zarostem.
-Mogłeś się chociaż ogolić – spławiła go na chwilę zagadując
głupimi docinkami lokatora.
Weszła do pokoju po czym dostrzegła go siedzącego na łóżku
ze spuszczoną głową. Podeszłado niego,
objął ją nad kolanami, głowę oparł o ciepły, granatowy sweterek i nie chciał
puścić. Dłońmi przesuwał od pośladków po łydki badając każdy element ciała
przez jeansy.
-Mam strasznie napięte mięśnie – wysyczała niepewnie przez
zęby spoglądając w jego niebieskie oczy.
-Chodź, wymasuje Ci łydkę, ale zdejmij spodnie.
Usiadła na łóżku, zsunęła spodnie, pokazując nagi tyłek i
czarne koronkowe stringi. Położyła się wygodnie na łóżku, pod głowę wrzuciła
ulubioną puchową poduszkę i spoglądając na jego dłonie uśmiechała się zadziornie
obserwując uważnie.
-A co jeśli cała
jestem spięta? – zapytała odważnie przygryzając wargę
Nie odpowiedział, przysunął mocno do siebie i zaczął namiętnie
całować jakby robił to po raz pierwszy, jakby robił to po raz ostatni, jakby
tęskniąc, czując brak jej ust. Chłonął zapach z jej szyi, dłońmi odważnie wędrował
po pośladki dosuwając do siebie coraz mocniej.
-I co? Potrafisz się powstrzymać? – wymruczała całując
namiętnie jego szyję, poduszkę ucha oraz policzek.
-Ale Ty masz zajebiste oczy – wyszeptał po czym pogładził po
policzku uśmiechając się z troską.
Niespodziewanie wstał, zdjął swoją bluzę, wyciągnął telefon
z kieszeni na wypadek telefonu żony i jak dzikie zwierzę polujące na gazelę doszedł
do brzegu łóżka, rozsunął jej uda kiedy siedziała oparta o ścianę, położył na
łóżku i zsunął stringi. Wpił się ustami w jej wilgotną cipkę. Zupełnie nie
spodziewała takiego obrotu sytuacji. Nie spodziewała się przyjazdu,
jakiegokolwiek spotkania, pocałunkówi
teraz pieszczot. Oparł swoje ciało na jej po czym zsunął do kolan spodnie,
spojrzał na nią i wszedł bardzo energicznie. Dawno się nie kochali, nie
pieprzyli, nie oddawali się tej spontanicznej chwili rozkoszy. Oparła zgięte
kolana o jego poruszające się biodra a dłonie oparła o umięśnione ramiona.
Uwielbiała je do granic możliwości.Wchodził w nią, nie potrafiła powstrzymać się by zacząć cicho jęczeć.
Powstrzymywał ją zatykając dłonią usta. Jednym zwinnym ruchem przerzucił ją na
brzuch, rozchylił pośladki i wszedł tak jak oboje uwielbiali. Oparł ciało na
jej plecach, wsunął kciuka do ust by stłumić krzyki, wszedł głęboko i dopychał
silnie całym ciężarem. Unosiła delikatnie biodra dodatkowo tak by wchodził w
nią jeszcze głębiej. Czuła jak soki spływają po wnętrzu jej ud. Zacisnął dłoń
na jej dłoni, zębami przygryzał chrząstkę ucha pieprząc ją tak jak lubił.
Wchodził energicznie, nie przestając. Po czym opadł całym ciężarem na jej plecy
tryskając ciepłą spermą do jej cipki. Położył się obok niej i przeczesał jej
włosy by móc popatrzeć na jej twarz. Dał jej sekundę po czym wstał i ubrał
sięnie spuszczając w niej wzroku.
-Wiesz, że muszę zaraz pojechać - wymruczał smutno
-Tak wiem, ale chociaż sobie popieprzyłeś - odpowiedziała wyrachowanym tonem
-No właśnie nie chciałem by to tak wyglądało.
-Spoko, to chociaż ja sobie pobzykałam. Zresetowałam się.
Taka zimna suka ze mnie.
-Nie umiem być wobec Ciebie zimnokrwistym gadem.
-A ja owszem, no spójrz na mnie.
Przytulił ją namiętnie kiedy stała w samym sweterku i stringach
na środku pokoju. Widziała, że nie chce odjeżdżać ale musi.
- No to pa – wysyczała przez zaciśnięte wargi po czym
wróciła do swoich obowiązków zamykając za nim drzwi wejściowe.